czwartek, 29 września 2016

PODSUMOWANIE WRZEŚNIA 2016

Witam Was bardzo serdecznie na moim blogu:) Dziś postanowiłam podsumować wrzesień, a był on bardzo intensywny i świetny po względem czytelniczym.

A więc zaczynajmy! Chętni zobaczyć, co się zmieniło? Zapraszam do lektury:)

~*~
WPISY
W trakcie września pojawiło się:

* 7 RECENZJI



* 4 POSTÓW OKOŁO KSIĄŻKOWYCH

1. TAG:

2. Filmowe Ekranizacje:




~*~
OSIĄGNIĘCIA
Blog rozwija się w zawrotnym tempie. Osiągnęłam w końcu 10 tysięcy wyświetleń;D

LICZBA ODSŁON: 10424
LICZBA KOMENTARZY: 1001
Dziękuję z całego serca
za Wasze zaangażowanie!
Nawet nie wiecie
ile to dla mnie znaczy;)

Do osiągnięć również mogę zaliczyć swoją pierwszą współpracę recenzencką:) Już na początku października ukaże się recenzja książki, o której opinię zostałam poproszona:)

~*~
CO PLANUJĘ
W ciągu października opublikuję 15 wpisów, a będą się one ukazywały w takich dniach:

Recenzje:

I. M. Pomiećko "Trauma" [01.10]
II. R. Kosik "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" [03.10]
III. A. Sapkowski "Chrzest Ognia" [07.10]
IV. J. K. Rowling "Harry Potter i Komnata Tajemnic" [09.10]
V. M. Quick "Poradnik Pozytywnego Myślenia" [13.10]
VI. M. Zackheim "Ostatni pociąg do Paryża" [15.10]
VII. R. Kosik "Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa" [19.10]
VIII. J. K. Rowling "Harry Potter i Więzień Azkabanu" [21.10]
IX. L. Bray "Zbuntowane Anioły" [25.10]
X, N. George "Lawendowy Pokój" [27.10]

Wpisy Około Książkowe:

Filmowe Ekranizacje - "Bel Ami" [03.10]
TAG - Przysłowiowy TAG Książkowy [11.10]
Filmowe Ekranizacje - "Harry Potter i Komnata Tajemnic" [17.10]
Pechowa Trzynastka - 13 ukochanych męskich bohaterów [23.10]
TAG - Smurfowy TAG Książkowy [29.10]

Sądzę, że pojawi się jeszcze TBR, ale nie potrafię określić kiedy:)


~*~
To już wszystko na dziś:)

Podoba Wam się tego rodzaju informacyjny wpis? Macie jakieś propozycje dotyczące bloga? Może coś powinnam zmienić? Zapraszam do dyskusji w komentarzach:)
Pozdrawiam,


A.

wtorek, 27 września 2016

40. C. Randall "HYPERVERSUM"

Znacie to uczucie, gdy musicie przeczytać jakąś książkę, na przykład w formie lektury i odłożywszy ją skończoną już na półkę, siadacie i zastanawiacie się, gdzie podziało się Wasze serce? Macie wrażenie, że powieść rozsypała je na milion kawałków, które pochowały się gdzieś po kątach i nie możecie złożyć go do kupy, choć zupełnie się tego nie spodziewaliście? Książka, jaką Wam dziś zaprezentuję należy do tego typu "objawień". Przeczytałam ją po raz pierwszy jakiś czas temu, gdy organizowany był konkurs na opowiadanie, mające na celu przedstawienie fanowskiej wersji dalszych przygód bohaterów. 



Dziś przedstawiam Wam "Hyperversum" autorstwa Cecilii Randall.

Hyperversum to swego rodzaju gra video, w której gracze mogą niemal dosłownie wcielić się w dowolną postać. Jest to zapewnione dzięki bardzo rozwiniętej technice, wykorzystanej do mechaniki gry. Kiedy szóstka przyjaciół postanawia zagrać w stworzony przez jednego z nic scenariusz, następuje awaria systemu i wszyscy zostają uwięzieni w XIII-wiecznej Francji i najprawdopodobniej nie mają już możliwości wrócić o współczesności. Teraz mają tylko jeden cel - przeżyć za wszelką cenę,

Ta powieść jest wspaniała! Czego tutaj nie ma? Jest wszystko! Mamy wspaniałych bohaterów, bardzo charyzmatycznych i pełnokrwistych, doskonałą fabułę, obfitującą w zwroty akcji i zaskoczenia, które wbijają czytelnika w fotel. A to wszystko ujęte w bardzo hipnotyzującej narracji, jaka nie pozwoli Wam oderwać się od czytania.

Mimo tego, że książkę przeczytałam już po raz drugi, jestem jeszcze bardziej zachwycona. Po raz kolejny zadziwiła mnie lekkość, z jaką pani Randall stworzyła świat swojej powieści. Jest to powieść na motywach historycznych, dlatego nie traktujcie jej jako sposób dokształcenia się z dziedziny konfliktów angielsko-francuskich w średniowieczu, mimo to miło jest przeczytać pewne smaczki, umieszczone przez autorkę. Dla mnie, wielkiej wielbicielki historii, jest to najwspanialsza rzecz pod słońcem. W tym też stwierdzeniu kryje się moja kolejna rekomendacja tej historii, ponieważ mamy tutaj Francję, Francję średniowieczną, mroczną, a jednocześnie taką niesamowitą. Może inaczej opisaną niż w "Królach Przeklętych" Maurice'a Druon, ale powodującą dreszcze na plecach.

Wspominałam również o doskonałej kreacji bohaterów, a jest czym się zachwycać. Postaci w "Hyperversum" są bardzo naturalne, realistyczne, mające swoje wady i zalety, niektóre tajemnicze i napawające zgrozą. Protagoniści mocno przypadli mi do gustu, serce skradł, można powiedzieć, główny bohater - Ian. Reszta ekipy, z uroczym Martinem na czele, również daje radę.


Osobiście najbardziej w tej powieści zachwyca mnie ten niezwykły pęd akcji. Pani Randall nie pozwala czytelnikowi odsapnąć ani na chwilkę, wciąż jesteśmy obserwatorami jakiegoś konfliktu, pościgu albo rozwiązujemy zagadkę dworskiego spisku. Miłośnicy mocnych książkowych wrażeń nie będą zawiedzeni. Myślę, że dobrą stroną "Hyperversum" jest również miły miłosny wątek, który nie jest nachalny, a bardzo subtelny i wspaniale skonstruowany i podobał mi się, co rzadko się zdarza, bo wiecie - nie lubię romansideł.


Całość wypada w moich oczach doskonale!:) Jeśli macie ochotę na nieco ponad 750 stron wspaniałej przygody, proszę sięgać po "Hyperversum":) Dajcie się wciągnąć w ten świat!:)

Życzę miłego zaczytania!
A.

~*~
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2011
Stron: 768
Tłumaczenie: Natalia Mętrak
Ocena: 10/10


niedziela, 25 września 2016

39. S. McCoy "CÓRKA PIEKARZA"

Ostatnio jestem wciąż zakręcona wokół książek o tematyce II wojny światowej. Zaczęło się od rewelacyjnego "Parabelum", potem była równie dobra "Złodziejka Książek", a teraz siadam do napisania Wam recenzji kolejnej z tego typu lektur. Czy była tak samo dobra, jak poprzednicy?



Zapraszam na recenzję "Córki Piekarza" Sarah McCoy:)

Akcja powieści prze biega na dwóch płaszczyznach - współcześnie, w teksańskim mieście El Paso, gdzie Reba Adams pisze artykuł do świątecznego wydania gazety i postanawia przeprowadzić wywiad z Elsie Schmidt, jaka opowiada jej swoje życie w Garmish w Niemczech w czasach II wojny światowej.

Przeczytałam "Córkę Piekarza" za jednym zamachem. Trzeba przyznać tej powieści, że jest niesamowicie wciągająca. Bardziej jednak podobały mi się wątek historyczny niż współczesny. Ten pierwszy miał duszę, a drugi powstał, w moim odczuciu, tylko po to by skleić jakoś fabułę i podwoić wyjątkowość pierwszego.


Powieść jest poruszająca. Podejmuje problemy, które wciąż są okryte obłokiem tabu i do jakich niewiele osób chce wracać. Prześladowania Żydów, ogólnie pojęty holocaust, program Lebensborn,,, o tym wszystkim ludzkość pragnie zapomnieć. To także opowieść o buncie przeciw systemowi, o współczuciu, silniejszym niż strach, poświęceniu w imię zachowania moralności. McCoy pokazała wojnę w sposób brutalny i prawdziwy, jako czas propagandy, zakłamania i ślepego podążania za okropnymi ideologiami.


Przyjemnie było obserwować zależności między bohaterami. Wszak nie znalazłam tu żadnej postaci, która skradłaby mi serce. Cudowna była ta ciepła rodzinna atmosfera, stworzona przez autorkę. Czytelnik mógł ją na prawdę poczuć, uważnie wczytując się w książkę. Ogólnie pomysł na wprowadzenie historii Elsie, jako swego rodzaju rodzinnego sekretu, było zabiegiem bardzo udanym:)

Jestem troszeczkę zawiedziona tłumaczeniem tej powieści. Osoba za to odpowiedzialna chyba zapomniała, w jakich realiach rozgrywa się fabuła, ponieważ niektóre zjawiska czy ludzi nazywała czysto współczesnymi określeniami, co w mojej głowie od razu zapaliło czerwoną lampkę. Dysonans aż bił po oczach. Nie jestem zafascynowana językiem angielskim, ale bardzo zwracam uwagę na to, czy powieść jest dobrze przełożona. Tłumacz musi potrafić oddać to, co napisał w oryginale autor,




A dlaczego polecam Wam tę powieść? Dla wspaniale ukazanej codzienności ludzi "po drugiej tronie barykady", pokazującej, że Niemcy wcale nie mieli tak wspaniałego życia podczas wojny. Świetnym był również wątek Lebensborn, czyli pewnego programu Hitlera, dzięki jakiemu pragnął on stworzyć pokolenie "prawdziwych Aryjczyków". W swojego rodzaju ośrodkach, w których przebywały kobiety, zakwalifikowane do, powiedzmy szczerze, rozpłodu, znajdowała się siostra Elsie. Bardzo ciekawa postać, jej losy obserwowałam w ciągłym napięciu.
Prz czytaniu polecam Wam nie zrażać się do współczesnej osi powieści, jaka jest o wiele gorsza od właściwej części fabuły. Ona może Was na zachęci i nie pokaże wyjątkowości "Córki Piekarza", ale zaręczam, że gdy zagłębicie się w historię Elsie, nie będziecie się mogli oderwać:)

Życzę miłego zaczytania!
A.

~*~
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2014
Stron: 424
Tłumaczenie: Elżbieta Kowalewska
Ocena: 8/10

piątek, 23 września 2016

38. S. Blakley-Cartwright "DZIEWCZYNA W CZERWONEJ PELERYNIE"

Jako wzięta Książkoholiczka, uwielbiam baśnie i inne tego typu opowieści, które poznawałam będąc dzieckiem. Po dziś dzień je sobie przypominam, uśmiechając się od ucha do ucha. To takie wspaniałe historie, pobudzające niesamowicie wyobraźnię. Zawsze marzyłam o książce dla dorosłych napisanej w konwencji baśni. Dziś zaprezentuję Wam powieść stworzoną właśnie na podstawie jednej z nich. Czy to czytelnicze spotkanie było owocne?



Zapraszam na "Dziewczynę w Czerwonej Pelerynie" autorstwa Sary Blakley-Cartwright.

Jak sam tytuł wskazuje, książka powstała na podstawie baśni "Czerwony Kapturek". Valerie jest piękną dziewczyną, mieszkającą wraz z rodzicami i siostrą w mroźnej osadzie Daggorhorn. O jej serce walczy przystojny młody kowal, który kocha się w niej od dawna. Ona jednak miłością obdarza Petera, wioskowego wyrzutka. To nie jest jednak odpowiedni czas na uniesienia, ponieważ nadchodzi czas Krwawego Księżyca i należy nakarmić Wilka, jaki od wieków dręczy mieszkańców Daggorhorn. Valerie jeszcze nie wie, że rozterki miłosne są jej teraz najmniejszym problemem...

Książkę przeczytałam już jakiś czas temu i zrobiła wtedy na mnie bardzo dobre wrażenie, więc bardzo byłam ciekawa, czy dam jej taką samą opinię. Tak też się stało:) "Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie" to intrygująca lektura wprost stworzona na zagłębienie się w ciepłej pierzynie z kubkiem gorącego napoju. Doskonale rozluźnia pomiędzy innymi bardziej wymagającymi powieściami, ponieważ jest to kawałek lekkiej literatury.
Książka powstała w oparciu o scenariusz filmu o tym samym tytule wyreżyserowany przez Catherine Hardwicke. Mimo tego wpierw przeczytałam literacki odpowiednik, pierwowzór obejrzałam potem. Uważam jednak, iż wersja książkowa jest o wiele lepsza. Wiele wątków zostało rozwiniętych w powieści o kilka ciekawych niuansów. Po za tym postacie zostały w interesujący sposób wykreowane przez panią Blakley-Cartwright. Nie jest to może mistrzostwo w tworzeniu książkowych charakterów, ale z pewnością zadowoli w tego typu historii.

Bardzo wielką zaletą tej powieści jest swobodny styl narracji, jaki sprawia, że opowieść pochłania się "na raz" i to z wielkim zainteresowaniem.
Cieszył mnie również swego rodzaju wątek kryminalny, który kręcił się wokół Wilka. Czytelnik wraz z Valerie musi rozwikłać zagadkę - kim jest potwór i czego tak na prawdę chce. Możecie mi uwierzyć, iż rozwiązanie jest bardzo zaskakujące. Uwielbiam taki chłodny nastrój "Dziewczyny...". Przypomina mi on nieco mroki i zimno Skandynawii, a to doskonała sceneria dla tej opowieści.

Podsumowując - polecam każdemu, kto nie wymaga zbyt wiele i oczekuje ciekawych fabularnych rozwiązań i lżejszej problematyki. Z pewnością zainteresują się nią osoby, które kochają baśniowy pierwowzór.

Życzę miłego zaczytania,
A.
~*~
Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok wydania: 2011
Stron: 368
Tłumaczenie: Dorota Strukowska
Ocena: 8/10

środa, 21 września 2016

Filmowe Ekranizacje #7 ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK

Filmy kocham w takim samym stopniu, jak literaturę. A połączenie książki i obrazu w formie ekranizacji, to coś cudownego. Dlatego stworzyłam ten cykl, w którym oceniam poszczególne adaptacje. Przeczytawszy książkę, jakiej adaptację Wam dziś zaprezentuję, wiedziałam, iż muszę sięgnąć po filmową wersję. Czy było to spotkanie udane, czy może nie? 


Zapraszam na recenzję "Złodziejki Książek"!:)


Liesel Meminger trafia do swego rodzaju "rodziny zastępczej', gdy jej matka nie jest w stanie się nią zająć podczas szaleństwa II wojny światowej. Dziewczynka już podczas podróży do małżeństwa Hubermannów poznaje jaką magią są książki. A co się z tego rozwinie? Dowiecie się z lektury powieści lub/i seansu ekranizacji.

Wiecie, że powieść Zusaka mnie zachwyciła. To na prawdę wielowymiarowa opowieść o tym, jaką magią są książki i jak bardzo zmieniają życie człowieka. Jest to też wspaniały materiał na film, dlatego wymagałam bardzo dużo. 


Po pierwsze, co mi się podobało. Casting aktorów i ich grę uważam za najlepszą część tego obrazu. Po raz kolejny zachwyciła mnie Rosa Hubermann (w tej roli Emily Watson). Świetnie zagrał również Geoffrey Rush. Jego Hans jest pełnowymiarowy:)  Zakochałam się natomiast w małej Sophie Nelisse. To dobrze zapowiadająca się młoda artystka. Jej Liesel jest na prawdę dobrze odtworzona. Ja przynajmniej tak ją sobie wyobrażałam. 


Na szczególną uwagę zasługują również plenery i sama konstrukcja domu państwa Hubermannów. Uważam, że scenarzyści zrobili dobrą robotę. Kostiumy aktorów zostały również wspaniale zaprojektowane i dobrane. Wszystko ze sobą tworzy harmonię.
Uważam również, że kreację książkowej Śmierci bardzo dobrze ujęto w filmie. Miło było słuchać głębokiego głosu Rogera Allama i bardzo mądrych refleksji.

A teraz - co mi się nie podobało? Zdecydowanie uproszczenie roli Rudy'ego w całej opowieści. Książka pokazywała, jakim ważnym jest bohaterem "chłopiec o żółtych włosach", a ekranizacja ograniczyła relację jego i Liesel do minimum. To nie był dobry zabieg, ponieważ mocno liczyłam na filmowe odzwierciedlenie tego wątku.

Po seansie nadal obojętnym pozostał mi Max. Nie porwał mnie ani w książce ani w filmie, ale uważam, że został bardzo dobrze zagrany przez Bena Schnetzera. Miło było potrzeć jak Ben i Sophie rozumieją się podczas występu przed kamerą.

Podsumowując - film uważam za poprawną ekranizację powieści. Jeśli miałabym go oceniać nie patrząc na książkę, to dałabym najwyższą notę, ponieważ czas spędzony przed ekranem był czasem interesującym. Jednak to są Filmowe Ekranizacje, dlatego odejmuję pół punktu za małe niedociągnięcia.
Tytuł oryginalny: "The Book Thief"
Rok:  2013
Budżet: (brak informacji)
Reżyser: Brian Percival
Scenarzysta: Michael Petroni
Muzyka: John Williams
Czas trwania: 2 godz. 11 min.
Moja ocena: 9.5/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

poniedziałek, 19 września 2016

37. R. Mróz "PARABELLUM. GŁĘBIA OSOBLIWOŚCI"

Wspaniale jest pisać o książkach, które pobiły nasze serca. Ja nie mogę sobie odebrać tej przyjemności:) W tym wszystkim jest tylko jeden minus - wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Tak jest z powieścią, którą Wam dziś zaprezentuję.


Zapraszam na recenzję trzeciego tomu doskonałej trylogii "Parabellum" Remigiusza Mroza - "Parabellum. Głębia Osobliwości".


Bronisław Zaniewski pragnie, z odnalezionym w zawierusze wojennej przyjacielem, dołączyć do formujących się polskich oddziałów na zachodzie Europy. Stanisław, rozdzielony z narzeczoną Marią, musi walczyć o życie. Tymczasem Christian Leitner ma do rozwiązania pewien bardzo istotny problem - być posłusznym państwu czy lojalnym wobec bliskich,

Jak ja się cieszę, iż trzeci tom trylogii był najdłuższy!:) Mam za sobą niemal sześćset stron niesamowitej akcji i napięcia, które mroziło krew w żyłach. Ale tak to już jest z prozą Pana Mroza - samo nazwisko autora, w moim odczuciu, zapowiada, co przeżyje czytelnik po "wejściu" do świata "Parabellum". Potocznie rzecz ujmując, finał rozwalił moje serce na kawałki i sprawił, iż płakałam ogromnie przez kilka godzin po zobaczeniu "ostatniej kropki". To jest jedyna rzecz, jakiej nienawidzę w swojej miłości do książek - trafić na powieść tak idealną, że nie chce się powrócić do rzeczywistości po jej skończeniu. 

W tej powieści niemal wszystko jest perfekcyjne. Bohaterowie zachwycają, akcja porusza i doprowadza do palpitacji serca, nagłe zwroty akcji wbijają w fotel, brutalność przeraża... Niesamowite, co książka potrafi zrobić z człowiekiem. "Parabellum" skończyłam już jakiś czas temu, a pisząc tę recenzję mam znów łzy w oczach. "Głębia Osobliwości" wycisnęła ze mnie wszystko, miotała mną jak marionetką. 



W ostatniej części trylogii z zapartym tchem obserwowałam losy każdego z bohaterów - Staszka (który wcześniej był mi obojętny), Marii (jej wątek był niezwykle ciekawy - szczególnie pewien detektywistyczny fragment), oczywiście Christiana Leitnera (miotającego się chwilami i pełnego sprzeczności bohatera, jakiego kocham nad życie, co już z resztą wiecie) oraz Bronka (tutaj była totalna jazda bez trzymanki, ten bohater zasługuje na oddzielną trylogię;D ). Jednocześnie muszę przyznać, iż finał serii jest o wiele bardziej obfity w sceny krwawe i brutalne, niż poprzednicy. Ta część nie jest dla ludzi o słabszych nerwach. Cierpiałam wiele razy, czytając przez jakie katusze przechodziły niektóre postacie. Pragnę zauważyć, iż Pan Mróz w świetny sposób wykreował jednego z, jak nie głównego, antagonistę. Blankenburg był złym charakterem doskonałym - tak dobrze skonstruowanym aż miło było czytać o jego działaniach, choć niezwykle przerażających. Wielu pisarzy powinno inspirować się od autora, jak tworzyć wrogów swoich protagonistów.


Jest jednak jedna rzecz, która mi się nie spodobała i o którą mam żal. Bowiem Pan Remigiusz nie rozwiązał na końcu jednego bardzo, ale to bardzo interesującego dla mnie wątku. Chodzi mi oczywiście o pewną ważną kwestię a propos wspaniałego Christiana Leitnera. Panie Mróz! Tak się nie robi! Ja chciałabym wiedzieć, co się tam stało! Ba! Ja chcę wiedzieć jakie są dalsze losy idealnego oficera SS;D Niestety teraz mogę sobie w głowie sama wymyślać dalszą część historii.


Podsumowując - bardzo dziękuję autorowi za rozerwanie mojego czytelniczego jestestwa na części. Porwał mnie Pan w podróż, która choć skończona, wciąż nie daje mi spokoju. Mimo tego pragnę więcej takich książek. Lada dzień sięgnę po serię z Chyłką i jestem pewna, iż się nie zawiodę:)

Życzę miłego zaczytania,
A.
~*~
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Stron: 583
Ocena: 10/10

czwartek, 15 września 2016

TAG #14 TMI Book TAG


Witam Was po raz kolejny na moim blogu:) Dziś będzie około książkowo, ponieważ postanowiłam odpowiedzieć na TMI Book TAG, do którego nominowała mnie Delphine z bloga Dziecko Hannibala:) Delikatnie go jednak zmodyfikowałam, ponieważ nie rozumiałam lub nie wiedziałam, jak odpowiedzieć na niektóre z pytań. Dziękuję i już odpowiadam:)

~*~

1. Która fikcyjna postać ma najlepszy styl?

Hrabia Wroński! Czy on nie jest cudowny?:D
2. Twój książkowy chłopak/ Twoje fikcyjne zauroczenie? 

Christian Leitner, Rhett Butler i wielu innych:)


3. Czy kochałaś postać, a później zaczęłaś ją nienawidzić? 

Obecnie nie przypominam sobie takiej postaci. Zazwyczaj od razu zaczynam pałać do jakiejś postaci konkretnym uczuciem i potem go nie zmieniam.


4. Największa, najdłuższa książka na Twojej półce? 








Dwutomowe wydanie "Nędzników" W. Hugo.


5. Najcięższa książka na Twojej półce? 

Tak jak wyżej:)


6. Czy masz jakieś książkowe plakaty? 

Niestety nie:( A chciałabym.


7. Czy masz biżuterię związaną z książkami? 

Nie:(


 8. Ulubiona seria książek? 

Harry Potter, Parabellum - to póki co dwie najlepsze, stojące na równi.


9. Ulubiona ścieżka dźwiękowa z adaptacji filmowej? 

Kocham to!:) Ale mogłabym jeszcze wiele innych soundtracków Wam pokazać. Jeśli chcecie to zrobię zestawienie moich ukochanych:)


10. Ulubiona powieść jednotomowa? 

"Przeminęło z wiatrem " M. Mitchell


11. Od kiedy czytasz książki? 

Odkąd pamiętam;D


13. W którym domu Hogwartu jesteś? 

Według Pottermore w Slytherinie:) Jestem zła;D


14. Jakość, której szukasz w książce? 

Wspaniale wykreowani bohaterowie, super język i przejmująca fabuła:)


15. Twój ulubiony cytat z książki? 

"Pomyślę o tym jutro." - Scarlett O'Hara. Tekst, który przeszedł do historii popkultury:)


16. Akcja czy romans? 

Akcja!!! Przede wszystkim!


17. Gdzie idziesz, jeżeli w książce są smutne momenty? 

Zamykam się w pokoju i staram się je przetrawić.


18. Co Cię zachęca do postaci? 

Inteligencja i charyzma:)


19. Co Cię odrzuca od postaci? 

Zadufanie w sobie, głupota itd.


20. Ulubiony tytuł książki? 

Jest tyle tych intrygujących tytułów, że nie wiem, jaki wybrać:)


21. Ostatnia książka, którą przeczytałaś? 

"Apokalipsa Z. Początek końca"


22. Książkowa postać, z którą zawsze chciałaś porozmawiać? 

Scarlett O'Hara - jest taka niezwykła.


23. Książkowy świat, w którym chciałabyś żyć? 

Oczywiście świat J.K. Rowling!:)


24. Czy tworzysz własne teksty? 

Coś tam czasami skrobię:)


25. Ulubiony magiczny przedmiot? 

Oczywiście różdżka:)

~*~
To już wszystko na dziś! 
Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał:) 
Życzę miłego zaczytania,
A.

wtorek, 13 września 2016

36. L. Bray "MROCZNY SEKRET"

Jeszcze nigdy nie miałam przyjemności czytać romansu paranormalnego, który dzieje się w moim ukochanym XIX wieku. Książki opowiadające o tej epoce zawsze porównuję z piękną prozą Austen i nie potrafię sobie wyobrazić tego w inny sposób. Dlatego na początku byłam nieco sceptycznie nastawiona i spodziewałam się czegoś gorszego po powieści, jaką Wam dziś zaprezentuję. A c w ostatecznym rozrachunku o niej sądzę?

Zapraszam na recenzję "Mrocznego Sekretu" - pierwszego tomu trylogii autorstwa Libby Bray.

Powieść na początku przenosi nas do Bombaju, gdzie wraz z rodzicami mieszka Gemma Doyle. Dziewczyna jest młodą panienką, niesforną i niezależną. Chciałaby bardzo być jak inne dziewczęta - chodzić na bale, poznać jakiegoś miłego dżentelmena. Kłóci się o to z matką, nie zdając sobie sprawi, iż obraza będzie ostatnią rzeczą, jaką rodzicielka usłyszy z jej ust. Ale to dopiero początek jej problemów. Odkrywa w sobie niesamowite zdolności, które napawają ją lękiem.

"Mroczny sekret" był na prawdę interesującą lekturą. Czytałam go już drugi raz i nie nudziłam się wcale. Nie jest też idealny, ale to dobra książka na rozluźnienie się pomiędzy dwiema cięższymi pozycjami. Mi powrót do niej pozwolił odpocząć pomiędzy emocjonalnymi dla mnie tomami Parabellum. Mimo, iż nie można się po niej spodziewać fajerwerków, przekazuje kilka ważnych mądrości, o których zawsze należy pamiętać w kontaktach z bliskimi. Pokazuje, jakie są konsekwencje porywczości i niewyparzonego języka - kolokwialnie mówiąc. Pani Bray ukazała także siłę przyjaźni jako takiej, chociaż cała otoczka tego wątku ma wiele mankamentów.


Przejdźmy do bohaterek powieści, ponieważ to na nich, w moim odczuciu, najbardziej skupia się autorka. To postacie kobiece grają tutaj pierwsze skrzypce. Mimo, iż jest to dopiero pierwszy tom trylogii, poznajemy je już bardzo dokładnie - ich przeróżne troski, humorki, indywidualne cechy. Bardzo mi się podobało, iż pani Bray zadbała o tą różnorodność charakterów. Każdą cechuje coś innego. Może nie są to tak wielce zarysowane psychologicznie postacie, jak w innych tego typu powieściach, ale zaskakują.Odkrywanie każdej z przyjaciółek Gemmy było ciekawym zajęciem samo w sobie, To daje wiele punktów "Mrocznemu sekretowi" w mojej głowie.


Fabularnie niestety jest to dla mnie powieść przeciętna, istna mieszanka prozy szkolnej ze światem magii zakrawającym o mitologię i fantasy. W pewnym momencie czułam lekki przesyt, a nienawidzę tego uczucia. O wiele bardziej wolałabym przeczytać opowieść Gemmy bez domieszki nadrealizmu. Jej losy, jako wpół osieroconej panienki, poszukującej miłości w świecie rządzonym przez mężczyzn byłoby o wiele ciekawszym, ale wtedy autorka musiałaby dopracować kwestie historyczne, ponieważ to zaplecze "Mrocznego sekretu" stoi na bardzo niskim poziomie.


Co mi się nie podoba? Mam wrażenie, iż Libba Bray próbowała aż nad to usposobić tą powieść dla nastoletniego odbiorcy, ponieważ wyszedł jej XXI wiek zamiast XIX wieku. Owszem mamy tutaj opisy strojów, obyczajów, ale język, jakim operują dziewczęta, ich ekscesy i niektóre problemy zupełnie nie łączyły się z modelami epoki. Mogę tak twierdzić, gdyż mam za sobą wiele książek powstałych w tamtym okresie, jakie są najbardziej wierne.


Podsumowując - powieść wartka, ale przeciętna pod innymi względami. Nie odradzam, ale nie oczekujcie wyżyn literackich i wielkich katharsis po przeczytaniu.

Pozdrawiam,
A.
~*~
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2009
Stron: 368
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Ocena: 6/10

niedziela, 11 września 2016

PECHOWA TRZYNASTKA (Edycja IV), czyli 13 ulubionych autorów:)

Witam Was bardzo serdecznie w kolejnej edycji mojej autorskiej "Pechowej Trzynastki", czyli różnego rodzaju zestawień ulubieńców:) Dzisiejsza trzynastka była dla mnie trudną do zebrania, ponieważ chciałabym Wam przedstawić "13 ulubionych autorów", a jak mogliście już zauważyć fascynuję się ogromną ilością przeróżnych pozycji.

Nie ma na co czekać:) Zaczynamy:)

~*~

1. J. K. Rowling

Ta pani chyba nikogo nie dziwi w takim zestawieniu. Harry Potter oczarował mój świat - mówię to już nie pierwszy raz.

2. Remigiusz Mróz

Zakochałam się w Parabellum - trylogii o II wojnie światowej. Niebawem sięgam po kolejne powieści naszego polskiego pisarza i mam nadzieję, iż się nie zawiodę:)

3. Guy de Maupassant

Dzięki temu panu zakochałam się we Francuskiej klasyce. Uwielbiam jego przezabawne nowelki, które serdecznie Wam polecam!:)

4. Jane Austen

Tutaj jest podobnie jak z numerem 1. Pani Austen przekazała mi w swojej literaturze miłość do XIX wiecznej Anglii i uczyniła mój literacki świat lepszym.

5. Andrzej Sapkowski

Wiedźmin jest wspaniałym wytworem polskiej literatury. Nie podoba mi się za bardzo to, co jego autor opowiada na temat gry, która powstała na kanwie serii, co nie zmienia faktu, że to wspaniały twórca.

6. Agatha Christie

Uwielbiam klasyczne kryminały tej pani. Na pewno kilka z nich ukaże się na moim blogu:)

7. Lew Tołstoj
"Anna Karenina" to było coś cudownego. Niebawem przede mną "Wojna i pokój" i już wiem, że się nie zawiodę.

8. Felix J. Palma

Skradł moje serce już pierwszym tomem "Trylogii Wiktoriańskiej". Nie mogę się doczekać kolejnych części:) 

9. C. S. Lewis

Narnia była jedną z tych krain, które zawsze chciałam odwiedzić:) Pan Lewis to wizjoner:)

10. Margaret Mitchell

Wiecie, że nie ma żadnego mojego zestawienia bez Scarlett O'Hary i całego "Przeminęło z wiatrem". Uwielbiam!:)


11. Robert Foryś

Dopiero wczoraj skończyłam "Gambit Hetmański", ale nie mogę otrząsnąć się z mgiełki wspaniałości tej lektury:)

12. Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Twórczości tej autorki jeszcze nie recenzowałam na blogu, ale mam nadzieję, iż się to jak najszybciej zmieni. "Podróż do Miasta Świateł" była niesamowita:)

13. Suzanne Collins

Uwielbiam ją za wspaniałe "Igrzyska Śmierci", a w szczególności za "Kosogłosa", który skradł moje serce,

~*~
To już wszystko na dziś:) Mam nadzieję, iż wpis Wam się podobał!
Pochwalcie się własnymi topkami dotyczącymi ulubionych autorów:)

Miłego zaczytania,
A.

piątek, 9 września 2016

35. G. de Maupassant "BEL AMI"

Literatura francuska to, w zależności od czasu powstania, jest bardzo różnorodna. Uwielbiam odkrywać te nowe formy, które jeszcze ni były dla mnie znane. Najbardziej jednak miłuję francuską powieść XIX wieczną, ponieważ jest ogromnie różnorodna - od wspaniałych utworów realistycznych do pięknych wytworów naturalizmu.

Dziś prezentuję Wam powieść, w moim odczuciu, z pogranicza obydwu zagadnień. Wspaniały kawał klasycznej francuskiej literatury, który trzeba znać:) Zapraszam na "Bel Ami" Guy de Maupassanta.

George Duroy przybywa do Paryża, by po przejściu do cywila, ułożyć sobie życie. Czuje się nieszczęśliwy z powodu początkowych niepowodzeń i braku pieniędzy na cokolwiek. Pewnego wieczora spotyka swojego przyjaciela z czasu wojska i odnajduje sposób na zdobycie stanowiska i funduszy. Nie jest to jednak do końca moralny pomysł...


Intrygujące, prawda? Uwielbiam tę powieść! Jest w niej cała esencja Francji XIX wieku - brak wstydu, piękne damy, afery polityczne, pojedynki i wiele wiele innych. A to wszystko okraszone ujmującym głównym bohaterem, w którym nie jedna kobieta zakochałaby się bez pamięci. George Duroy jest bowiem postacią pełnokrwistą. Czytelnikowi wydawać by się mogło, iż istniał kiedyś naprawdę, a pisarz znał go i, po prostu, opisał jego życie, 


Nie da się nie lubić pana Duroy, ale nie można też przejść obojętnie obok wspaniale wykreowanego obrazu Paryża. Powieść już od pierwszych stron zabiera nas w wycieczkę o zmroku po tym niesamowitym miejscu. Dla mnie - wielkiej wielbicielki takich klimatów - była to istna uczta literacka. Pięknie w tym wszystkim pisarz wplata przekrój francuskiego społeczeństwa tamtego okresu. Mamy tutaj dziennikarzy, którzy chcą zniszczyć rząd czy kobiety, jakie swoim ciałem potrafią przekonać mężczyzn do wszystkiego - w myśl zasady "Kobieta jest szyją, na której kręci się głowa mężczyzny", a ona w moim odczuciu jest tutaj podstawą, wokół niej kręci się fabuła. Pokochałam tę pozycję właśnie za silne charaktery reprezentantek płci pięknej. 

Czytając powieść, trudno jest uwierzyć, iż jej wydarzenia dzieją się około sto trzydzieści lat temu, jest cholernie aktualna. Ale to pokazuje także, jak uniwersalny jest Maupassant w swojej literaturze. Podoba mi się jeszcze to, że "Bel Ami" tak bardzo przypomina mi "Nanę" E. Zoli, nie jest jednak aż tak wulgarna, ale w gruncie rzeczy ma wiele cech typowej literatury naturalizmu. To właśnie od tej pozycji zaczęła się moja fascynacja francuską klasyką i mam do niej ogromny sentyment. Dzięki niej sięgnęłam również po inne bardzo wartościowe wytwory monsiur de Maupassanta, które serdecznie Wam polecam! szczególnie nowelki - są one przekomiczne:)


Życzę miłego zaczytania,
A.
~*~
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania: 2012
Stron: 348
Tłumaczenie: Krystyna Dolatowska
Ocena: 10/10