Powieści historyczne są moim konikiem - musicie to przyznać, ponieważ wciąż serwuję Wam ich recenzję. Ale nie mogę przestać, ponieważ większość z nich jest tak fantastyczna, iż grzechem by było nie napisać o nich. Dziś zaprezentuję Wam ostatni tom nowego wydania "Królów Przeklętych" M. Druon, jaki obejmuje dwie ostatnie części cyklu - "Lew i Lilie" oraz "Kiedy król gubi swój kraj".
Dynastia Kapetyngów wygasła, kiedy umiera jej ostatni przedstawiciel - Karol IV Piękny. Klątwa rzucona przez mistrza Templariuszy wciąż zbiera żniwo. Tymczasem Robert D'Artois nie przestaje walczyć o swoje ziemie. Pomaga w ustabilizowaniu władzy, ale nie bezinteresownie.
Wreszcie doczekałam się mojego ukochanego hrabiego D'Artois jako głównego bohatera. Jego intrygi i spiski chwilami rozbawiły mnie do łez. Ten hulaka coraz bardziej zaczynał przypominać mi jego krewną Mahout, z którą tak zaciekle walczył. Wszak zasmucił mnie koniec opowieści i nie dziwiłam się, iż Druon odłożył pisanie "Królów Przeklętych". Jestem pewna, że tak samo zżył się z Robertem. Minęło kilka lat nim napisał ostatni tom opowieści, jaki zupełnie odbiega o jego dotychczasowego stylu.
W "Kiedy król gubi swój kraj" poznajemy kardynała, który jest jednocześnie narratorem opowieści. Opowiada on o tym, jak dynastia Walezjuszów niszczy Francję, kładąc na jej braki kolejne katastrofy i nieszczęścia - wojna z Anglią, wysokie podatki i epidemia dżumy.
Niestety ta część "Królów Przeklętych podobała mi się najmniej. Wszystko za sprawą całkowitej zmiany strategii pisarskiej przez Druona. Jestem jednak w stanie to sobie wytłumaczyć upływem czasu od napisania poprzedniego tomu. Mimo to polubiłam rezolutnego kardynała i jego plotki o dworskim życiu. To interesująca postać, wszak tak bardzo przyzwyczaiłam się do hrabiego D'Artois i innych, iż przeżyłam niemały szok, sięgając od razu po skończeniu "Lwa i Lilii" po ostatnią część. Kibicowałam wielce Francuzom podczas walki z szalonymi Anglikami i płakałam rzewnie kiedy polegli pod Poitiers. Ostatnie karty powieści przyniosły wielkie napięcie.
Zmiana stylu przez autora sprawiła, że na książce trzeba się o wiele bardziej skupić niż na poprzednikach. Kiedy zawsze, ale to zawsze, słuchałam muzyki podczas czytania, tak teraz potrzebowałam ciszy i spokoju. To aż do mnie niepodobne:)
Podsumowując już całość - dla kogo najbardziej się ta książka spodoba? Na pewno dla fanów historii, średniowiecza, rycerzy i walnych bitew. Zaręczam jednak, że inni również znajdą coś dla siebie - Druon uczy nas historii lepiej niż jakikolwiek podręcznik!
Czas spędzony przy "Królach Przeklętych" był dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Może nie jest to mój ulubiony tom serii, ale i tak Druon zasługuje na głośny aplauz. Chciałabym czytać jeszcze więcej tak wspaniałych opowieści.
Miłego zaczytania!
Pozdrawiam,
A.
~*~
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Tłumaczenie: Adriana Celińska
Stron: 608
Stron: 608
Ocena: 7/10









