środa, 29 czerwca 2016

TAG#10 Celebrity Book TAG

Witam Was bardzo serdecznie po długiej nieobecności w ten piękny dzień;) Przepraszam za to, że ostatnio tak mało publikuję. Myślałam, że zakończenie roku szkolnego będzie końcem moich problemów ze systematycznością wpisów na blogu, ale się przeliczyłam. Nie mam teraz prawie w ogóle dostępu do komputera:( Postaram się jednak mieć dla Was przynajmniej jedną recenzję w tygodniu. 

Dziś zaprezentuję Celebrity Book TAG, do którego już jakiś czas temu nominował mnie Książkowy Nieogarek:) Pozdrawiam i odpowiadam:)

~*~
1. Emma Watson - książka z piękną kiss-ass bohaterką.
Oczywiście nasza piękna Scarlett O'Hara

2. Ryan Gosling - książka z najgorętszym męskim bohaterem.
Główny bohater - George Duroy:)

3. Brangelina (Angelina Jolie i Brad Pitt) - książka z najlepszą parą.
Hermiona i Ron, bardzo im kibicuję;)

4. Shailene Woodley - niedawno odkryty autor, którego uwielbiasz.
Felix J. Palma - zaczarował mnie od samego początku.

5. Josh Hutcherson - ulubiona krótka książka.
Jedna z moich ulubionych książek ever;)

6. Dwagne Johnson - ulubiona gruba książka.
Pokochałam od samego początku:)

7. Leonardo Di Caprio - książka z najsmutniejszą śmiercią.


8. Kristen Stewart - najnudniejsza książka.
Chyba nie muszę tłumaczyć:(

9. Ian Somerhalder i jego kot - najsłodsza książka.

I tutaj miałam problem, nie znalazłam w myśli żadnej takiej książki.

10. Jennifer Lawrence - idealna książka bądź seria.
Przecież nie mogło tutaj być innej serii<3

~*~
To by było na tyle. Mam nadzieję, że TAG się Wam podobał:) Jak zwykle zapraszam na swoje media społecznościowe;)

Pozdrawiam i miłego zaczytania,
A.

czwartek, 9 czerwca 2016

21. A. Sapkowski "KREW ELFÓW"

Polska literatura nie wszystkim się podoba. Polacy uważają, że nie mamy się czym szczycić w tej dziedzinie i sięgają jedynie po tę obcą. W moim odczuciu nie mają racji, bo takie perełki, jak ta nie mogą umknąć uwadze żadnego czytelnika. Dziś napiszę Wam co nieco o "Krwi Elfów" - pierwszej części sagi o wiedźminie Geralcie.
Powieść zaczyna się występem artystycznym barda Jaskra, który niedługo potem spotyka nieprzychylnego mu czarodzieja Rience'a. Tylko dzięki pomocy Yennefer z Vengerbergu udaje mu się uwolnić. Tymczasem Ciri zaczyna pobierać nauki Kaer Morhen i odkrywa w sobie magiczne zdolności. Wiedźmini, nie wiedząc, jak rozwijać niezwykłe umiejętności, proszą o pomoc czarodziejkę Triss Merigold. A co było dalej? Tego dowiedzcie się sami:)

Przy opowiadaniach bawiłam się świetnie, więc pewnym było, iż sięgnę po właściwą sagę. I jestem dumna z tej decyzji - "Krew Elfów" przyniosła mi kilka godzin doskonałej rozgrywki. Z przyjemnością powróciłam do znanych wcześniej bohaterów i niesamowitych przygód. 
Pierwszy tom w niczym nie ustępuje moim poprzednim spotkaniom z Sapkowskim - jest szybka akcja, ciekawe rozwiązania i zawiłości fabularne.

Świat stworzony przez autora zachwyca swoją autentycznością. Chwilami miałam ochotę zacząć szukać tego miejsca na mapie i odbyć wycieczkę:) Jednocześnie nadal zadziwia jego brutalność, ale tak to już w fantasy Sapkowskiego jest - krew przelewa się gęsto.
 
Jak zwykle jestem zachwycona tym, jak pan Andrzej operuje słowem. Powieść nie należy do lekkiej literatury, a i tak nie jest trudno ją zrozumieć. Stylizacja, której używa jest taka swojska i polska. Serce się raduje:) Nawet ze względu na takie zabiegi językowe, warto przeczytać.

Cieszę się też, że pojawia się tu Yennefer, którą uwielbiam i oczywiście pan Jaskier:) Dzięki tym oboje już od początku wkręciłam się w sytuację przedstawioną. Cechą sapkowskich bohaterów jest, to że są niezwykle charyzmatyczni. Aż tylko czekasz, by dowiedzieć się o nich czegoś nowego. 
Książka nie ma jednak tylko dziełem rozrywkowym. Pokazuje to, co się dzieje, gdy społeczeństwem zaczyna rządzić brak tolerancji i rasizm. A to bardzo ważne tematy w kontekście konfliktu ludzi i Scoia'tael.

Podsumowując - "Krew Elfów" jest jak najbardziej warta uwagi. Dobre polskie fantasy, które trzeba znać:)

Pozdrawiam!
Miłego zaczytania,
A.
~*~
Metryczka:
Wydawnictwo: Super NOWA
Rok wydania: 2010
Stron: 296
Ocena: 8/10

środa, 8 czerwca 2016

Filmowe Ekranizacje #3 GENERAŁOWIE

Dziś przyszła pora na recenzję kolejnej ekranizacji. Tym razem ponownie wracamy w realia wojny secesyjnej i przyjrzymy się filmowi "Generałowie", który powstał na kanwie powieści "Bogowie i Generałowie" Jeffa Shaary.
Robert Edward Lee zostaje wezwany i powołany do służby jako dowódca oddziałów Unii. Nie zgadza się jednak, ponieważ chce być wierny rodzimemu stanowi. Tymczasem konflikt się zaostrza i wybucha najkrwawsza wojna w historii Stanów Zjednoczonych.

Na początku powiem, to co jest dla mnie najważniejsze. Film oddaje doskonale książkę. Nie ma tam nic niepotrzebnego. Jest taki, jaki powinien być - pełen patosu, doskonałych ujęć bohaterskich czynów i podniosłych dialogów. Obraz ten w idealny sposób oddaje istotę wojny secesyjnej - jej w gruncie rzeczy honorowy charakter. Już od samych napisów wejściowych czuć tę atmosferę. W istocie to intro już w moim odczuciu jest dziełem sztuki. Człowiekowi drży serce, gdy je ogląda, a przynajmniej mi, ponieważ film nie każdemu się podoba. Krytykują go za wylewającą się powagę i niemal sztuczność. Nie mają wiedzy na temat obyczajowości amerykańskiej tamtego okresu i dlatego nie potrafią tego zrozumieć.

Dobór aktorów w moim mniemaniu jest czymś fenomenalnym. Właściwie z całej grupy znałam tylko jednego, ale za to ile nowych nazwisk zasiliło moją listę artystów filmowych godnych uwagi. W moim odczuciu największym sukcesem twórców było osadzenie pana Roberta Duvalla jako głównodowodzącego wojsk Południa - R. E. Lee. Czytając ongiś o tym konflikcie, tak właśnie sobie wyobrażałam tego generała ( na zdjęciu obok po prawej ). Jest stateczny, bardzo miarkuje słowa i pokazuje swoje oddanie sprawie - taki był właśnie Lee, tak opisują go w pamiętnikach żołnierzy Konfederacji. Stephen Lang w roli T. "Stonewalla" Jacksona też sprawdza się znakomicie. Brakuje mi tu tylko nawiązania do jego zamiłowania do cytryn:)
Przejdźmy do żołnierzy strony przeciwnej. Jeff Daniels, odtwórca roli J. Chamberlaina, był jedynym aktorem, którego kojarzyłam ( na zdjęciu - mężczyzna stojący na przedzie z szablą w dłoni ). Gdzieś kiedyś widziałam jego twarz i w moim odczuciu wypadł doskonale. Może wizualnie inaczej sobie wyobrażałam profesora, ale i tak jest dobrze.

Zarówno film jak i powieść, wycisnęły ze mnie łzę w sytuacji, która miała miejsce na końcu. Obraz doskonale ujął tę pełną napięcia chwilę, podkręcając napięcie doskonale skomponowaną muzyką i scenerią. Cała techniczna strona dzieła stoi na wysokim poziomie.
Twórcy postarali się o odpowiedni dobór plenerów. Dzięki temu możemy obserwować gorące obszary południa i żołnierzy, zmęczonych i maszerujących kolumnami w kurzu i upale. Czuć przy tym ten niesamowity amerykański klimat, niczym z westernów. To trzeba poczuć!

Muzyka również w moim odczuciu stoi na bardzo wysokim poziomie. Słyszymy już od samego początku wielkie utwory, takie choćby jak "Cross the Green Mountain" w wykonaniu wspaniałego Boba Dylana.

Podsumowując - film jak najbardziej godny uwagi, ale sądzę, że w pełni zachwycą się nim jedynie zainteresowani tematem wojny secesyjnej i militariów. Tak czy inaczej, można sięgnąć z samej ciekawości.

Tytuł oryginalny: "Gods and Generals"
Rok:  2003
Budżet: 56 000 000 $
Reżyser: Ronald F. Maxwell
Scenarzysta: Ronald F. Maxwell
Muzyka: Randy Endelman, Bob Dylan
Czas trwania:
3 godz. 39 min.
Moja ocena: 9/10
A wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl