Z literaturą stricte dla młodzieży jest mi nie po drodze. Często nie rozumiem jej fenomenu i tego "czegoś", co sprawia, iż nastolatkowie decydują się sięgnąć po nią, a nie coś ambitniejszego. Czasami zastanawiam się, z jakiej planety się urwałam, ponieważ wszyscy moi czytający rówieśnicy zachwycają się Johnem Greenem i jego "Gwiazd Naszych Wina", a ja uznałam to za wyjątkowo przeciętne czytadło. Może w głębi duszy już nie jestem osiemnastolatką;D Sama sobie dałabym około czterdziestkę;D

Dziś zapraszam Was na debiutancką powieść pisarza, jaki zdobył serca tysiąca młodych ludzi, a mnie ostatecznie do siebie zraził. Zapraszam na recenzję "Szukając Alaski" J. Greena.
Głównym bohaterem powieści jest nastoletni Miles Halter, który ma masę problemów - z nikim się nie przyjaźni, nigdy nie zaznał "uroków" prawdziwej młodości. Jego pasją jest zaczytywanie się w biografiach i zapamiętywanie ostatnich słów sławnych osób, Chłopak postanawia zrobić coś w końcu ze swoim życiem i odnaleźć tak zwane Wielkie Być Może. Rozpoczyna naukę w szkole Culver Creek, gdzie poznaje Alaskę Young, która zawróciła mu w głowie. Dziewczyna jest intrygująca, charyzmatyczna i bardzo oryginalna - odmieni jego życie na zawsze. Miles nie rozpoczyna jednak sielankowego życia. Coś się wydarzy i widzimy to już przyglądając się niezwykłemu sposobowi dzielenia fabuły powieści. Resztę musicie jednak zbadać już sami.
Kiedy usiadłam do tej recenzji po raz kolejny poczułam cholerne wrażenie, że już to kiedyś robiłam, dziwne deja vu. Ale już wiem dlaczego. Dlatego, iż powieści pana Greena niewiele się od siebie różnią. Pisarz stworzył "Gwiazd Naszych Wina" (które było późniejsze) na schemacie zaczerpniętym z debiutanckiej "Szukając Alaski" - ewidentnie - i nikt mi nie wmówi, że tak nie jest. Po pierwsze - takie same rozwiązania fabularne. Po drugie - posiłkowanie się identycznym sposobem opowiadania historii. Koniec i basta!;P

Przechodząc jednak do meritum... jak możecie już łatwo zauważyć pozycja zupełnie nie przypadła mi do gustu. W tym momencie widzę więcej minusów niż plusów. Właściwie pozytyw był tylko jeden - książka ma dobry druk i szybko mi się ją czytało. A teraz złe strony. Bohaterowie. Niezaprzeczalnie i niezmiennie, jak dla mnie niezbyt wiarygodni i głębocy. Jak wcześniej wspomniałam, nie przypominam typowego nastolatka, ale znam takich i postaci Greena zupełnie nie przedstawiają "modelu" młodego człowieka. Wiem, wiem - tam jest Ameryka, inna kultura i tak dalej, ale przecież problemy młodzieży się nie zmieniają, prawda? Często zastanawiałam się, czy przypadkiem nie czytam książki o młodzikach, którzy mają jakieś problemy psychiczne i nie do końca wiedzą, co chcą.

Kolejną rzeczą, jaka w połączeniu z poprzednią tworzy coś, czego nie mogę zdzierżyć jest sama historia. Jest tak bardzo infantylna, że rzeczywiste wartości, które chce przekazać tracą swój wydźwięk w moich oczach. Wszystkie wydarzenia opisane na kartach powieści wydawały mi się zupełnie oderwane od rzeczywistości. A scena z seksem oralnym zupełnie wybiła mnie z rytmu - w jednej sekundzie zaczęłam się śmiać i zastanawiać, co ja właściwie robię. Czytam książkę tak absurdalną, że szkoda na nią czasu, a mogłabym w tym czasie pochłaniać kolejnego Mroza... Ehhh... ale dokończyłam, dla samej zasady. Totalna groteska (w negatywnym tego słowa znaczeniu) oraz nuda, ponieważ finał znużył mnie straaasznie;P
Już moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem nie należało do udanych, ale to jest istnym koszmarem. Chciałam dać Green'owi drugą szansę. Niestety zawiodłam się. Wiem, że już po jego książki nie sięgnę na pewno, Wam - no cóż - polecam, to że mi się nie spodobała, niczego nie zmienia. Wy możecie odkryć w niej coś lepszego. Ja niestety oczekuję czegoś bardziej ambitnego.
Życzę miłego zaczytania!
A.
~*~
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Stron: 320
Tłumaczenie: Anna Sak
Ocena: 3/10


























