Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla doświadczonych czytelników. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla doświadczonych czytelników. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 czerwca 2017

111. G. Masterton "CZARNY ANIOŁ"

Dzisiaj kolejna pozycja z klasyki horroru. Graham Masterton jest jednym najbardziej poczytnych autorów tego gatunku. Porównywany do Stephena Kinga - czy słusznie? Moim zdaniem nieco mu brakuje.
Zapraszam Was na recenzję "Czarnego Anioła"!

Akcja powieści przenosi nas do San Francisco, gdzie rozgrywa się seria brutalnych morderstw. Morderca nosi miano "Szatana z Mgły" i zabija w bestialski sposób całe rodziny. Śledczy prowadzący dochodzenie, robi co może, by rozwiązać zagadkę, ale bezskutecznie. Modus operandi nie jest znany, ponieważ zabójca wybiera ofiary przypadkowo, a wszystko wygląda, jakby przeprowadzał jakiś rytuał. Niebawem okazuje się, że zbrodniarz należy do tajnej i niezwykle niebezpiecznej grupy, zwanej Czarnym Bractwem, która pragnie wskrzesić demonicznego upadłego anioła Beliala.

Słyszałam o tym, że Graham Masterton nie oszczędza swoich czytelników jeśli chodzi o flaki, krew i brutalność na kartach swoich powieści. Już od pierwszych stron zostajemy pochłonięci w ogromny wir przerażenia. Dwa razy podchodziłam do lektury tej książki, dwa razy, ponieważ ogromnie się bałam już samego początku "Czarnego Anioła". Autor stworzył coś niezwykłego, bardzo przejmujący i pełen pierwotnego strachu psychodeliczny klimat. To inna groza niż ta, jaką poznałam u Kinga. Tu jest coś namacalnego, coś co może się zdarzyć na prawdę.
Zastrzegam od razu, iż jest to lektura dla czytelników o mocnych nerwach i przede wszystkim żołądkach. Mamy tutaj przybijanie ludzi na wzór Chrystusa do różnych tworzyw, mamy gwałty, mamy palenie żywcem... i wiele innych okropności. Obrzydliwości nie z tej ziemi, które wywoływały we mnie ogromny lęk.

Bardzo dobrze w tym wszystkim wypadli bohaterowie. Masterton wykreował ich świetnie. Morderca jest bardzo tajemniczy, demoniczny, doskonale stworzony. Chwilami miałam wrażenie, iż gdzieś na świecie musi istnieć taki osobnik. Podobał mi się protagonista, śledczy Larry Foggia. To bardzo interesujący typ - w pracy nieustępliwy glina, w domu żartujący ze wszystkiego mąż i ojciec.
Zakończenie "Czarnego Anioła" jest bardzo interesujące, do końca nie wiemy, kto dokładnie jest zabójcą. Nie spodziewałam się kompletnie takiego finału, muszę przyznać, iż autor mnie zaskoczył.

W powieści występują wątki paranormalne. One niestety nie zachwycają. Brakuje im najzwyczajniej polotu. Moim zdaniem napisane mocno na wyrost i aby "dopakować treść". Nie wnoszą niczego po za tym, na szczęście jest ich bardzo niewiele, ponieważ to zdecydowany minus tej pozycji. Nie zachwyca mnie także poziom pisarstwa Mastertona - wiadomo, przeczytałam dopiero jego jedną powieść - w moim odczuciu brakuje mu jednak takiej plastyczności, jaką poznałam u Kinga. 

Ogółem, jestem bardzo zadowolona z lektury, choć książka często testowała moją granicę dobrego samopoczucia psychicznego. Polecam koneserom. Ja jestem zaintrygowana Grahamem Mastertonem. Gdy tylko spotkam gdzieś jego inne pozycje, nie omieszkam przeczytać.

Życzę wspaniałego zaczytania!
A.

~*~
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1992
Stron: 319
Tłumaczenie: Dariusz Bakalarz
Ocena: 7/10

poniedziałek, 5 czerwca 2017

107. H. P. Lovecraft "PRZYSZŁA NA SARNATH ZAGŁADA. OPOWIEŚCI NIESAMOWITE I FANTASTYCZNE"

 Przedwczoraj recenzowałam Wam powieść S. Kinga i mówiłam, że zakochałam się w emocjach jakie dostarcza mi literatura grozy. Zainteresowałam się owym tematem już po lekturze "Lśnienia" i dzięki bardzo interesującemu filmowi pewnej vlogerki książkowej, natrafiłam na H. P. Lovecrafta - kompletnego klasyka horroru.
Przeszłam się do biblioteki i znalazłam zbiór opowieści Samotnika z Providence - "Przyszła na Sarnath zagłada". Dziś zapraszam Was na ich recenzję.

Książka zawiera 23 opowiadania, za których wybór odpowiada Maciej Płaza. Znajduje się tutaj także omówienie całości, pod tytułem: "Lovecraft na nieczystej ziemi". Pozycja opatrzona jest także pięknymi ilustracjami Krzysztofa Wrońskiego. Fabularnie wszystko nawiązuje do świata Cthullu. Większość opowiadań to nie jest czysta groza, z której znany jest Lovecraft, a fantastyka i science fiction. Nie są to też najbardziej znane utwory Samotnika z Providence. Tamte trafiły do zbioru poprzedniego - "Zgroza w Dunwich" - którego jeszcze nie miałam okazji czytać. Niektóre opowieści nie przypadły mi do gustu, ale inne zachwyciły, takie jak: "Reanimator Herbert West",
"Zgroza w Red Hook" i "Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka".

Czytając "Przyszła na Sarnath zagłada" czułam, że towarzyszy mi jakiś przedziwny lęk, coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. To nie jest zwykła groza, to... to coś ponad, coś czego sama jeszcze nie potrafię określić. Po odłożeniu książki czułam się niesamowicie. Całkowicie wpadłam w ten świat stworzony przez Lovecrafta i wciąż mi mało i mało. Mimo, iż całość powstała wiele lat temu, nadal fascynują i przerażają.

Przede wszystkim zaczarował mnie ten oniryczny klimat całości. Wciąż miałam wrażenie, jakby wszystko działo się podczas jakiegoś niezmiernie intensywnego snu i było jego wytworem. Zachwycały mnie także nawiązania do surrealizmu, którego jestem wielką fanką. Podczas lektury często przypominałam sobie obrazy Zdzisława Beksińskiego, moje wyobrażenia opisywanych sytuacji i miejsc były bardzo z nimi zbieżne. 

Muszę pochwalić jeszcze piękne wydanie całości. Wydawnictwo Vesper stanęło na wysokości zadania, ponieważ całość wypada fantastycznie. Z przyjemnością brałam za każdym razem owe pokaźne tomiszcze w dłonie i przeglądałam. Chciałabym by tak były wydawane wszystkie książki.

Polecam niezmiernie mocno H. P. Lovecrafta i ten zbiór jego dzieł. Jestem oczarowana i koniecznie muszę sięgnąć jeszcze po "Zgrozę w Dunwich". Dla mnie to odkrycie tego roku.

Życzę wspaniałego zaczytania!

A.

~*~
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2016
Stron: 624
Tłumaczenie: Maciej Płaza
Ocena: 10/10

niedziela, 29 stycznia 2017

94. T. Fisher "MARGO"

Tarryn Fisher - nigdy nie słyszałam o tej autorce. Muszę przyznać, że do poproszenia o tę książkę Wydawnictwa SQN zachęciły mnie opinie innych oraz patronat Wielkiego Buka, którego uwielbiam:) Gdy powieść w końcu znalazła się w moich dłoniach, enigmatyczny opis na okładce jeszcze bardziej podsycił moje pragnienie, by przeczytać tę historię. Jaka jest moja opinia?

Zapraszam na recenzję "Margo" autorstwa Tarryn Fisher!:)

Akcja przenosi nas do miasta Bone, gdzie żyje Margo - samotna i nieszczęśliwa nastolatka, córka prostytutki zmagającej się z depresją. Jej dom to "pożeracz", jak sama go nazywa, ponieważ to miejsce pełne złej atmosfery i braku uczuć. Kiedy dziewczyna stara się zmienić swoje życie, wyrwać się ze szponów okropnego miasta oraz matki, w Bone dochodzi do tragedii - ginie siedmioletnia dziewczynka. Margo ją znała, dlatego wraz ze swoim nowym przyjacielem postanawia przeprowadzić śledztwo i znaleźć mordercę za wszelką cenę. Ta decyzja odmieni jej los na zawsze.

Piszę tę recenzję dwa ni po przeczytaniu książki, a wciąż nie mogę przestać o niej myśleć. To porażająca, przerażająca i brutalna opowieść, przez którą nie wszyscy będą mogli przejść. Od razu mówię, iż nie jest to historia dla młodej młodzieży, ba, nawet niektórzy dorośli nie udźwigną okropności, dziejących się na kartach "Margo". Co jest w niej takiego strasznego? Autorka głównym antagonistą uczyniła miasteczko Bone. Nie jest to zwykłe miejsce - przypomina żywy organizm, zmieniający na zawsze jego mieszkańców i sprawiający, że nigdy nie zechcą go opuścić. Bone to miasto pełne przemocy, mroczne i niemal psychodeliczne. Chciałabym powiedzieć Wam więcej, ale nie mogę, ponieważ zdradziłabym sporą część fabuły. Jestem jednak pewna, iż nie chcielibyście się tam znaleźć. To miejsce z koszmarów.

Margo, protagonistka powieści, jest całkowicie przesiąknięta Bone, które zupełnie ją niszczy. Szybko okazuje się, że najmroczniejszą tajemnicę skrywa jej własny umysł. Niezwykłym doświadczeniem była obserwacja jej licznych przemian, pojawiających się niemal w każdym rozdziale. Margo to zdecydowanie bohaterka dynamiczna, czasami aż trudno nadążyć za tym, co dzieje się w umyśle nastolatki. Powiem tylko, iż niczego nie można być pewnym - coś co uważaliśmy za prawdę, nagle może okazać się kłamstwem i na odwrót. 

Niesamowite jest również to, jak "Margo" wpłynęło na moją wyobraźnię. Powieść obfituje w brutalne sceny, a ja je wszystkie widziałam. Czułam się, jakbym tam się znajdowała i niemal uczestniczyła w owych wydarzeniach. Do tej pory czuję dreszcz przerażenia. "Margo" wwierca się z impetem w świadomość czytelnika i pozostawia tam spustoszenie.

Myślę, że ogromną w tym rolę ma także sama konstrukcja książki. Na początku pojawiają się liczne retrospekcje, pokazujące kim była bohaterka przed pierwszymi "drzwiami bez powrotu" - tak to nazwałam. Potem wszystko opiera się o to, co dzieje się z Margo i jej umysłem. Ta powieść to unikat pod względem psychologii, wszystko jest realne aż do bólu.

Finał jest jeszcze bardziej enigmatyczny niż jaźń protagonistki. Pozostawia ogromne pole do interpretacji, Ja Wam oczywiście nie powiem, jaka jest moja, ale chętnie zapoznam się z Wami. Oczywiście napiszcie wcześniej "SPOILER" by nikt nie zepsuł sobie lektury.

Podsumowując - "Margo" to powieść nie dla wszystkich, ale zdecydowanie warta uwagi i niezwykle realna. Polecam ludziom o mocnych nerwach, lubujących się w thrillerach i opowieściach z elementami grozy. 

Życzę wspaniałego zaczytania!
A.
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN!

~*~
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017
Stron: 320
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Ocena: 9/10

sobota, 28 stycznia 2017

92. S. Twardoch "MORFINA"

Niewielkie jest grono polskich pisarzy, których książki czytam. Właściwie wszystko sprowadza się do Mroza, z jakim zapoznaję się regularnie i pojedynczych przypadków sięgnięcia po innych autorów. Jednym z moich umownych postanowień na ten rok było - poszerzyć gamę rodzimych pisarzy w swoich planach czytelniczych.
O Szczepanie Twardochu słyszałam nie raz i nie dwa. Bardzo utalentowany, młody autor, wielokrotnie nagradzany. W końcu udało mi się zdobyć jedną z jego powieści. Zapraszam wobec tego Was na recenzję "Morfiny"!:)

Powieść przenosi nas do 1939 roku do okupowanej przez hitlerowców Warszawy. Bohaterem jest Konstanty Willemann, syn Niemca oraz spolonizowanej Ślązaczki, niezwykle nieprzyjemny typ - niewierny mąż, okropny ojciec, narkoman. Mimo, iż urodził się w Polsce, nie zamierza za nią walczyć, ma gdzieś idee narodowościowe. Bierze udział w kampanii wrześniowej, choć zupełnie nie z własnej woli. Tak samo daje się wciągnąć w rzeszę tajnej organizacji, gdy Polacy przegrywają walkę z nazistami. Gdyby tylko mógł, oderwałby się od tego całego rozgardiaszu i znów pogrążył w narkotykowym otumanieniu. Nie jest to jednak mu pisane.

Szczepan Twardoch napisał niezwykłą książkę. Jestem wręcz zdumiona tym, jak autor poruszył mnie swoim słowem, kreacją bohaterów i wydarzeń. "Morfina" to poruszająca opowieść o upadku człowieka i jego moralności. Jest to również inny obraz wojny, niż ten, jaki znamy z innych powieści. To książka, która na stale zapisze się w kanon historii dla mnie przełomowych i dosłownie działających na moje postrzeganie rzeczywistości.
Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście postać protagonisty. Nie mogłam go polubić, ponieważ Konstantego nie da się nawet tolerować. Twardoch wykreował go na totalnego łajdaka, nie potrafiącego zdecydować, kim na prawdę jest, zamkniętego w swoim uzależnionym umyśle. Jego cynizm, zachowanie wobec kobiet, poglądy - wszystko to sprawia, iż miałoby się ochotę zepchnąć go na totalny margines społeczny. Choć w gruncie rzeczy już w nim jest, to wrak człowieka i śmieć społeczny. Nie tylko on jest tak wyróżniającą się postacią. Autor stworzył całą gamę wyrazistych, chwilami aż przerysowanych bohaterów. 
Twardoch zerwał z obrazem Polaka jako najwierniejszego patrioty. Mimo, iż powieść dzieje się w jednym z najgorszych dla Polski czasów, nie napotkamy tu scen martyrologii naszego narodu. Posługując się niesamowitą narracją, autor ukazał drugą stronę medalu - człowieka, który nie rozumie wojny, kpi z niej i nie zamierza rozlewać krwi. Stylem dorównał on polskim klasykom, takim jak chociażby Gombrowicz. Jestem wprost oczarowana.

"Morfina" to niezwykła i bardzo zatrważająca opowieść nie tylko o nałogu, ale o zatraceniu samego siebie - własnej tożsamości i narodowości. Mimo, iż nie wszyscy lubią powieści rozgrywające się w przeszłości, polecam sięgnąć. Szczepan Twardoch otworzył mi oczy na wiele spraw.

Życzę wspaniałego zaczytania!
A.

~*~
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2012
Stron: 584
Ocena: 9.5/10

piątek, 30 grudnia 2016

81. D. Mitchell "ATLAS CHMUR"

Mam dość wysublimowane gusta literackie, choć sami możecie zauważyć, że sięgam po przeróżne powieści - o fantastyki po klasykę - w moim ręku często pojawiają się pozycje nietypowe, bardzo niszowe, nierzadko trudne i wymagające o wiele więcej czasu niż inne. Przedziwny jest czasami sposób, w jaki trafiam na te perły literatury. 

Dziś zaprezentuję Wam książkę, o której istnieniu kompletnie nic nie wiedziałam aż do chwili, gdy pewnego dnia obejrzałam trailer ekranizacji, znaleziony kompletnie przez przypadek na YouTube. Był tak bardzo magiczny, że musiałam dowiedzieć się nieco więcej o filmie, jaki reklamuje. Szybko dowiedziałam się, że obraz owy ma swój literacki pierwowzór. Decyzja mogła być tylko jedna - najpierw książka, potem obraz.


Zapraszam na recenzję niezwykłej powieści "Atlas Chmur" autorstwa Davida Mitchella!:)

 Książka ma niezwykły układ fabularny. Oto poznajemy sześć historii, rozgrywających się w zupełnie różnych czasach, których uczestnikami są kompletnie odmienni ludzie. Obserwujemy wydarzenia umiejscowione w XIX wieku, czasach międzywojennych, współczesnych oraz domniemanej dalekiej przyszłości. Pierwszymi są dzieje Adama Ewinga, który pisze dziennik podczas rejsu przez Pacyfik. Owy twór trafia do rąk bohatera drugiej opowieści, zafascynowanego lekturą, tworzy utwór muzyczny, będący dziełem jego życia. Mężczyzna koresponduje ze swoim przyjacielem, fizykiem, a listy odnajduje współczesna dziennikarka, znająca naukowca i przeprowadzająca śledztwo w sprawie elektrowni jądrowych. Materiał kobiety trafia do wydawcy, siłą zamkniętego w domu starców. Jego dzieje zostają sfilmowane i owy obraz ogląda w przyszłości Sonmi-451 - klon, mający więcej uczuć niż ludzie. Potem obserwujemy życie pasterza Zachariasza, starającego się przeżyć po upadku cywilizacji.

Konwencja jest niesamowita, prawda? Ja od razu się nią zachwyciłam i sposobem umiejscowienia wszystkich opowiadań. Ja przestawiłam Wam je w chronologiczny sposób. Powieść ma jednak budowę klamrową, przypominającą nieco konstrukcję wachlarza: historia Ewinga -> kompozytor -> dziennikarka -> wydawca -> Sonmi -> pasterz -> Sonmi -> wydawca -> dziennikarka -> kompozytor -> Ewing. 
Co najciekawsze każdy segment różni się stylistyką - odnajdziemy tutaj dziennik, powieść epistolarną, sensacyjną, wywiad i inne. Mitchell zadbał o wszystkie szczegóły - stylizacja językowa pamiętnika Ewinga zachwyca, choć zdaję sobie sprawę, że na początku może zniechęcić czytelników nie przyzwyczajonych do tego typu form. Gwarantuję jednak wspaniałą lekturę, jeśli tylko zechcecie "wkręcić" się w ten świat.

Spotkałam się z opiniami czytelników, który wystawiali słabą ocenę "Atlasowi Chmur", ponieważ nie wiedzieli w gruncie rzeczy o czym jest ta powieść. Ja myślę, że po prostu o ludziach i ich małych decyzjach, mających wiele znaczenia w przyszłości. Odnajduję wiele nawiązań do reinkarnacji i efektu motyla. Sądzę, iż Mitchell pragnął pokazać czytelnikowi: warto czasami się zatrzymać i przemyśleć kilka razy własne wybory, uświadomić sobie, jak dla nas - w sumie banał - może zmienić życie potomnych. 

Książka, mimo iż poruszająca poważne kwestie, nie raz rozbawiła mnie do łez. Uczyniła to szczególnie historia wydawcy. Jej czarny humor do dziś sprawia uśmiech na mojej twarzy. Pokazuje to uniwersalność powieści Mitchella. Dlatego też, uważam że każdy powinien po nią sięgnąć. Dla wielu nie będzie łatwo, ale wierzę, iż docenicie jej nietypowy i bardzo ważny przekaz, ponieważ tak jak głosi okładka: "Nic nie jest przypadkowe".


Życzę miłego zaczytania!
A.

~*~
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2012
Stron: 544
Tłumaczenie: Justyna Gardzińska
Ocena: 10/10

piątek, 12 sierpnia 2016

29. L. Tołstoj "ANNA KARENINA"

Bogate życie, bale, bankiety, piękny dom, urocze dziecko... Chyba każda kobieta o tym marzy. Czy jest to jednak najważniejsze w życiu? A może potrzeba czegoś więcej?
Dziś zapraszam Was w podróż do XIX wiecznej Rosji wraz z powieścią "Anna Karenina" L. Tołstoja.

Anna Karenina jest żoną dystyngowanego, starszego mężczyzny i prowadzi przy nim monotonne i stabilne życie. Kobieta to również szczęśliwa matka, która stara się urozmaicić sobie egzystencję licznymi balami i przyjęciami. Nudę swojego małżeństwa zauważa w chwili, gdy spotyka przystojnego hrabiego Wrońskiego. Co wyniknie z tej znajomości?

Jeszcze niedawno literaturę rosyjską omijałam szerokim łukiem, ale nie dlatego, iż mi się nie spodobała (w ogóle takiej nie czytywałam). Bałam się nieznanego rejonu prozy, którego jeszcze nie zbadałam. Jak się okazało, lęk ten, był zupełnie irracjonalny, a ja zakochałam się w prozie największego azjatyckiego kraju. Najpierw zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, szkolna lektura, "Zbrodnia i Kara" pana Dostojewskiego, a teraz "Anna Karenina" Tołstoja, jaka stała się jedną z moich najlepszych przeczytanych książek tego roku. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Przede wszystkim pokochałam niesamowity wachlarz bohaterów, jakich stworzył pan Tołstoj. Tytułowa Anna jest piękną, zmysłową i bardzo inteligentną kobietą, która daje się ponieść swoim emocjom, niczym każda pełnokrwista przedstawicielka płci pięknej. Autor tak dobrze wykreował tą postać, iż trudno mi było uwierzyć, że należy tylko do świata literackiej fikcji. Takie same emocje wzbudził we mnie hrabia Wroński. Przystojny, niezwykle męski, zapisał się na stałe na mojej liście książkowych mężów. On i Anna tworzą coś niesamowitego, taką mieszaninę gwałtownych uczuć. Czytanie opisów ich relacji, emocji, było zajęciem niesamowicie fascynującym. Aleksiej Karenin również zdobył moją przychylność. Jest zupełnym przeciwieństwem gorącego Wrońskiego - dżentelmenem spokojnym i z klasą, za którym niejedna chciałaby pójść (ja chwilami również;D ).
 
Bohaterowie bohaterami, fabuła fabułą, ale jednym z najważniejszych czynników, jakie urzekły mnie w tej pozycji, jest niesamowity język i piękny rosyjski rozmach, który opisuje. Dlatego tak bardzo kocham sięgać po klasykę, ponieważ tylko tam mogę zagłębić się w strony, a nawet rozdziały niemal poetyckich opisów krajobrazów, postaci, wnętrz. Coś cudownego. Nawet w uwielbianej przeze mnie literaturze angielskiej i francuskiej (tej XIX-wiecznej), nie znajdziecie takiej, można powiedzieć kolokwialnie, epickości w wyrażaniu obrazu widzianego słowami.

Komu polecam zagłębienie się w losy Anny Kareniny i innych bohaterów? Wszystkim, na prawdę wszystkim. Nie zależnie, czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Pokochasz tą powieść tak samo, jak ja, ponieważ to kawał pięknej literatury, który każdy powinien znać.

Życzę miłego zaczytania,
A.
~*~
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Stron: 908
Tłumaczenie: Kazimiera Iłłakowiczówna
Ocena: 10/10

czwartek, 28 kwietnia 2016

12. J. Austen "MANSFIELD PARK"

Przy ostatniej recenzji pisałam, że jestem w świetnej czytelniczej passie. Niestety czasami tak bywa, że ona mija. Przykro mi jednak, że sprawiła to powieść Jane Austen, którą kocham! Dziś pomówimy o "Mansfield Park", o książce z nurtu literatury klasycznej, jaka najmniej mi się podobała. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Historia jest niebanalna. Opowiada o życiu Fanny Price. Poznajemy ją jako dziewczynkę, mieszkającą w katastrofalnych warunkach w patologicznej, biednej rodzinie. Jej matka przed laty wyszła za mąż za nadużywającego alkoholu mężczyznę. Teraz, kiedy rodzina jest na skraju głodu jej siostra, pani Bertram, chce jej pomóc i przyjmuje do swojej posiadłości - Mansfield Park - małą Fanny, by wychować ją i wydać korzystnie za mąż. Dziewczynka, bardzo pogodna i inteligentna szybko przystosowuje się do warunków panujących w nowym domu. Czy jest tam mile widziana? Czy dorastając spotka miłość swojego życia? A może jest ona bliżej niż się jej wydaje?

Jak widać sama fabuła jest interesująca, nawet bardzo. Wydaje mi się jednak, że ta książka mnie nieco znudziła. Sięgając po Austen mam w głowie zawsze pewien schemat - jest dziewczyna z dobrej rodziny, ale bez pieniędzy i musi wyjść za mąż, by często ratować majątek. Tutaj dzieje się inaczej. Być może dlatego odebrałam ją tak źle. Nastawiłam się na co innego, a jest to zdecydowanie najpoważniejsza powieść Austen. 

Sama bohaterka - Fanny - jakoś mnie do siebie nie przekonała. Jest do bólu uczciwa i wręcz mdła w swoim wyimaginowanym świecie. W swoim perfekcjonizmie jest niemal irytująca. Tak samo Edmund - syn Bertramów. Ani trochę obydwoje nie wzbudzili mojej sympatii. Nie są to bohaterowie, których mogłabym zapamiętać na długo, ba(!), raczej chciałabym zapomnieć. Przynajmniej na tę chwilę.

Od razu uprzedzam, że nie odstraszam Was od tej książki! Nie mam tego na celu. Powieść jest napisana pięknym językiem i jestem pewna, że duża część czytelników bardzo polubi eteryczną Fanny i idealnego Edmunda. 

Ja sięgnę jeszcze raz po tę książkę za jakiś czas, już  innym nastawieniem. Być może wtedy mnie oczaruje, bo to wstyd tak nie lubić jakiejś pozycji pani Austen. No ale cóż, są gusta i guściki. Mnie ta powieść do siebie nie przekonała i na razie rzucam ją w kąt. Może jeszcze wróci do łask.

Zapraszam do dyskusji na dole!
Pozdrawiam, 
A.
~*~
Metryczka:
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2015
Tłumaczenie: Anna Przepełska-Trzeciakowska
Stron: 432
Ocena: 5.5/10

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

5. J. I. Kraszewski "HRABINA COSEL"

Dzisiaj książka nieco inna niż wszystkie, jakie do tej pory recenzowałam. Otwieram cykl "Pora na klasykę" - czyli serię, w ramach której będą się pojawiały, co jakiś czas, pozycje z kanonu powieści wybitnych. Powieści, które stały się kultowe przez wieki i które ukształtowały współczesną literaturę. Postanowiłam zacząć od "Hrabiny Cosel". Dlaczego? Nigdy nie czytałam prozy Józefa Ignacego Kraszewskiego i byłam bardzo zainteresowana nagłym "romansem" z jego tego typu twórczością. Co wyszło z tego nowego związku? Coś bardzo przyjemnego!:)

Na kartach książki poznajemy historię Anny Hoym, żony jednego z najważniejszych ministrów Augusta II Mocnego. W czasie alkoholowego upojenia (delikatnie mówiąc;D) pan Hoym zapewnia króla o piękności swojej żony. Wraz z innym urzędnikiem zawarł zakład, że jeśli jego połowica okaże się najpiękniejszą panią na dworze, to wygra dużo pieniędzy. Co z tego wyniknie? W jaki sposób Anna Hoym stanie się hrabiną Cosel? Przekonajcie się sami;D

Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron, choć po kilku poprzednich lżejszych lekturach trudno było mi się przyzwyczaić do patetycznego tonu, długich opisów i tym podobnych środków warsztatów pisarskich dawnych pisarzy. Przyciągnęła mnie bowiem świetnie wykreowana główna bohaterka oraz niezwykle wysublimowany i zobrazowany w wybitny sposób świat intryg dworskich. To utrzymywało moje zainteresowanie pozycją. Od czasu przeczytania ostatniej strony, Kraszewski jest moim mistrzem kreacji porachunków na tle królewskiego tronu.

Wspomniałam o głównej bohaterce. Anna Hoym to jedna z moich ulubionych postaci w polskiej literaturze. Być może spodobała mi się dlatego, iż była autentyczną osobą. Nie wiem. Tak czy inaczej, to inteligentna młoda kobieta, potrafiąca wykorzystać swoje atuty w odpowiedni sposób. Jest doskonałym przykładem siły oraz piękna kobiecości. To smutne, jak skończyła. Z pewnością na to nie zasługiwała.
Za to króla Augusta II Mocnego wprost nienawidzę! Miałam ochotę rzucać książką, choć jest tak ślicznie wydana. Cóż za wierny obraz szowinistycznego, męskiego organizmu, żerującego na kobietach w celu samozaspokojenia! Paskudnik! Myślę, że stojąc przed nim, nie miałabym żadnego problemu i wymierzyłabym mu siarczysty policzek za te wszystkie świństwa. To nie jest odpowiedni człowiek na miejsce na tronie. Wykorzystywał swoich poddanych, by dalej prowadzić hulaszcze życie. Moim zdaniem, Cosel powinna spełnić swoje groźby wobec niego (Ci co czytali wiedzą o co chodzi;D).



Podsumowując - pozycja świetna dla fanów klasyki, ale nie dla ludzi, którzy zaczynają przygodę z historiami czasów minionych. Nie odnajdą się w mocno odmiennym od współczesnego stylu, dlatego polecam tylko starym wyjadaczom pozycji historycznych:)

Pozdrawiam!
A.

~*~

Metryczka:
Wydawnictwo: Kurpisz
Stron: 328
Ocena: 7.5/10


czwartek, 31 marca 2016

4. D. Terakowska "SAMOTNOŚĆ BOGÓW"

"<<Samotność Bogów>> od momentu wydania (1998) cieszy się niesłabnącą popularnością. Otrzymała tytuł Książki Roku 1998 o polskiej sekcji IBBY. Mianem Książki Wiosny 1998 uhonorowały ją <<Megaron>> i Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu. Powieść nominowano też do Paszportu <<Polityki>> oraz do nagrody pisarzy science fiction - Srebrnego Globu."

Tak brzmi krótka notka na tyle okładki pierwszej książki Doroty Terakowskiej, jaką przeczytałam. Dlaczego ją przytoczyłam? Opis skłania ku myśli, że "Samotność..." jest powieścią wybitną. Czy tak jest? Jak dla mnie jest wspaniała! Czekała na mnie dość długo, ponieważ dostałam ją prawie dwa lata temu, gdy kończyłam gimnazjum, w nagrodę za największą ilość przeczytanych książek (nic dziwnego;D ) i odłożyłam ją na później. W sumie to nawet dobrze, ponieważ myślę, iż nie zrozumiałabym i odebrałabym jej tak jak teraz.

"Samotność..." opowiada życie członka pewnego prymitywnego plemienia mieszkającego w gęstej Puszczy. Niedawno dotarło tam dopiero chrześcijaństwo i dwaj kapłani starają się przekazać ludziom wartości religii chrystusowej. Społeczeństwo jednak, przez wiele pokoleń przyzwyczajone do wiary w pogańskie bóstwo, nadal po cichu kultywuje tą tradycję. Rzeka, która odgradza wioskę od Puszczy jest granicą nazywaną Tabu. Nie można jej przekroczyć, ba człowiek próbujący to zrobić zostanie zatrzymany przez niewiadomą siłę. Pewnego dnia mała dziewczynka, Gaja, niemal nie utonęła po złej części rzeki. Uratował ją dwunastoletni chłopiec, Jon, którego toń nie zatrzymała. Plemię dziwi się i unika Jona - osoby nie przestrzegającej Tabu. Jednak nie tylko takie ma to konsekwencje. Jon zaczyna słyszeć tajemniczy, niezrozumiały głos należący do dawnego boga. Czego oczekuje o niego bóstwo? Co będzie musiał poświęcić? Jak potoczą się losy jego i dziewczynki, którą uratował? Jaką drogę wybierze Jon? Czy coś mu zagraża?

Intrygujące, prawda? Dla mnie bardzo! "Samotność Bogów" jest pierwszą książką takiego niecodziennego typu, jaką przeczytałam. Jest niewielkich rozmiarów (260 stron), ale bardzo treściwa. Porusza wiele tematów, które po dzień dzisiejszy są istotne, między innymi potrzebę poczucia tolerancji między ludźmi pochodzącymi z różnych kultur i religii. Po przeczytaniu połowy zdałam sobie sprawę, że ludzie wielbią wielu bogów, ale tak naprawdę to jeden nazywany inaczej przez różnych ludzi, a on sam żyje tylko dzięki wyznawcom, bo gdy się o nim zapomina, to on powoli i boleśnie umiera w samotności.

W książce Terakowskej jest wiele odniesień do zarówno ważnych problemów współczesnego świata, jak i postaci historycznych. Pojawia się problem moralny transplantologii serca - czy serce innego człowieka w nowym ciele wpływa na życie uratowanego. W trakcie trwania fabuły poznajemy także bezpośrednio postać Joanny d'Arc -  bohaterki narodowej Francji. Należę do osób, które pasjonują się jej postacią, więc to było  bardzo miłe spotkanie, aczkolwiek byłam świadkiem nieprzyjemnego epizodu z jej życia. Oczami Jona obserwujemy także scenę biblijną, a jaką konkretnie - to już nie powiem:) Resztę niespodzianek musicie odkryć sami;D Wszak nie powiedziałam Wam nic konkretnego.


Podsumowując - świetna powieść! Coś z czym jeszcze nie miałam do czynienia. Opowieść dla czytelników o szerokich horyzontach, znających różne konteksty. Tak czy inaczej - polecam bardzo! Na pewno sięgnę po inne powieści Terakowskiej.

Pozdrawiam!
Miłego czytania,
A.

 ~*~
Metryczka:
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2007
Stron: 260
Ocena: 8.5/10