Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film doskonały 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film doskonały 10/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2017

Filmowe Ekranizacje #14 "HARRY POTTER I ZAKON FENIKSA"

Mój blog nie jest stricte książkowy - zdążyliście to już zauważyć. Uwielbiam bowiem również kino, muzykę, seriale. Dzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami o szeroko pojętej kulturze. Uważam bowiem, że wszystkie dziedziny, jakie przed chwilą wymieniłam, są ze sobą mocno powiązane. Dlatego stworzyłam serię "Filmowe Ekranizacje", gdyż kocham sięgać po film, będący ekranizacją powieści zaraz po jej przeczytaniu. Uwielbiam konfrontować swoje wyobrażenia do tych, jakie przedstawili nam twórcy kinowi. Dziś będzie o kolejnym takim dziele. 

Zapraszam na  recenzję "Harry'ego Pottera i Zakonu Feniksa"!:)

Fabuła jest wszystkim doskonale znana: Harry Potter zaczyna swój piąty rok w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jest to niezwykle ważny okres, czekają go Sumy, czyli pierwsze egzaminy, które mają ogromny wpływ na przyszłość młodych czarodziei. Potter ma jednak dużo innych problemów i nie przejmuje się nauką - Ministerstwo Magii wyznaczyło urzędnika, który jako Wielki Inkwizytor ma strzec porządku w szkole. Owa osobistość to sadystyczna Dolores Umbridge. Jak Harry i jego przyjaciele poradzą sobie z tym utrudnieniem? Co się dzieje z Potterem, który zaczyna przeżywać paskudne wizje? 

To moja druga z kolejności, ulubiona ekranizacja serii o Harry'm Potterze. Zdecydowanie jest jedną z najwierniejszych, chodź nie idealna. Rozumiem jednak zamysł twórców i jestem w stanie wybaczyć niedociągnięcia. Realizacyjnie stoi na bardzo wysokim poziomie, mimo iż minęło już sporo czasu od premiery. Co najbardziej mi się podoba? Scenariusz, praca kamery, efekty specjalne - to trzy aspekty, które zadecydowały, że dałam filmowi dziesiątkę. "Zakon Feniksa" to niezwykle spójny film (tej cechy nie miała niestety "Czara Ognia"). 

Świetnie ukazano relacje trójki przyjaciół oraz ich znajomych. Jest dużo humoru, świetnych dialogów. Niezmiernie podobają mi się sceny w Pokoju Życzeń. To doskonała synteza tego, o czym mówię. 
Za kamerą stanął w tej części sam Sławomir Idziak, mamy wobec tego polski akcencik w filmie:) Pomijając to co nieistotne - ten pan znany jest ze świetnych ujęć, wobec tego nie mogłam się nie zachwycić sposobem ruchu kamery i doborem kadrów. 
Mówiłam także o efektach specjalnych - bardzo podobają mi się sceny z ich wykorzystaniem. Patronusy, trestale i inne tego typu elementy wyglądają niesamowicie. Chyba się ze mną zgodzicie?

Warto również wspomnieć o świetnej grze aktorskiej. Pani Imelda Staunton jako Dolores Umbridge (swoją drogą, świetne imię;D ) spisała się doskonale. Kradnie w filmie każdą scenę, w jakiej występuje. To urodzona Dolores. Po raz wtóry rozpływam się także nad Ś. P. Alanem Rickmanem, Heleną Bonham Carter, Maggie Smith, Ralphem Finnesem oraz Gary'em Oldmanem - to plejada doskonałych aktorów i doskonałych ról:)

Jedna rzecz, która mi nie podeszła, to oczywiście soundtrack. Oczywiście, ponieważ zawsze wymieniałam go na początku. Ten w "Czarze Ognia" jest bardzo nijaki i mało charakterystyczny, wybijający się. Zmieniono kompozytora, to zmieniła się też muzyka, ale takiego spadku jakości się nie spodziewałam. Gdzie się podział mój ukochany Williams ;( To on dał ogromną dawkę magii temu światu i to dzięki niemu tak dobrze wspominam pierwsze dwie filmowe części Pottera. No cóż, pod tym względem się nie popisali, ale to nie zmienia mojej oceny, ponieważ inne cechy nadgoniły tą okropną wadę.

Podsumowując - świetny film na wieczór, nie tylko dla ludzi znających książkowy pierwowzór. Czuję, że każdy będzie się przy nim dobrze bawił, tak jak ja. Nie ma co się dłużej rozwodzić i zabrać się po "Księcia Półkrwi":)

Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Order of the Phoenix"
Rok: 2007
Budżet: 150 000 000$
Reżyser: David Yates
Scenarzysta: Michael Goldenberg
Muzyka: Nicholas Hooper
Czas trwania: 2 godz. 18 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

piątek, 25 listopada 2016

KSIĄŻKOHOLICZKA W KINIE #2 Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Dziś po raz kolejny opowiem Wam o filmie, który niedawno oglądałam w kinie. Nikogo nie dziwi, że jestem wielką fanką uniwersum magicznego, stworzonego przez J. K. Rowling. Dlatego niespodzianką nie jest, iż wybrałam się na film "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Byłam bardzo ciekawa, jak tworcy ukażą inne realia. I już mogę to powiedzieć - zrobili doskonałą robotę!:)




Akcja obrazu rozpoczyna się w siedemdziesiąt lat przed wydarzeniami znanymi nam z siedmioksięgu o Harry'm Potterze, a dokładnie w roku 1926. Młody Newt Scamander przybywa do Nowego Yorku z tajemniczą walizką, wypełnioną po brzegi magicznymi zwierzętami, które sa bliskie wyginięcia. Pragnie je chronić i pokazać czarodziejom, iż nie należy ich wytępiać. To jest jednak jego obecnie najmniejsze zmartwienie, bowiem wiele z niezwykłych okazów ucieka ze schronienia i zaczyna terroryzować życie mieszkańców NY. A to tylko szczyt góry lodowej...

Idąc do kina obawiałam się, że ten film będzie po prostu zwykłym wyciskaczem pieniędzy z sentymentalnych fanów sagi. Jakże się pomyliłam! Ten film jest świetny! Bawiłam się doskonale poczas seansu i chyba nie potrafię znaleźć obecnie rzadnej wady tego obrazu. Zakochałam się w magicznym Nowym Yourku lat 20. Twórcy zadbali o świetny klimat i wiele odwołań do mojej ukochanej "głównej" sagi J.K. Rowling. A co najbardziej mi się podobało? Zaraz się przekonacie.

Nade wszystko należy pogratulować twórcom świetnego catsingu. Eddie Redmayne jako Newt Scamander zdobył całkowicie moje serce:) Doskonale zagrał tego ekscentrycznego badacza. Czasami sam wyraz jego twarzy wprawia widza w szeroki uśmiech. Najbardziej rozbawiał mnie jednak Dan Fogler jako Jacob Kowalski (czyżby polski akcencik?;D) - doskonale stworzona postać. Podobały mi się również Katherine Waterson oraz Alison Suol w rolach kobiecych. Świetną robotę zrobił także Colin Farrell, grajmący antagonistę.



Już od samego początku seansu czuć, że scenariusz napisała J. K. Rowling. Film jest pełen magii, pełen humoru - nie takiego banalnego, a typowo "potterowskiego". Wielką robotę robi również muzyka. Nie jest to charakterystyczna ścieżka dźwiękowa Williamsa (znajdziecie jednak subtelne i bardzo miłe nawiązania), ale i tak zrobiła na mnie spore wrażenie. Niczego w tym obrazie nie brakowało - były świetne efekty specjalne (byłam na seansie 3D i trzeci wymiar był doskonale wykorzystany), fantastyczne zwierzęta zachwycały. Nie zabrakło też strzelających zaklęciami różdżek. W dobry sposób wpleciono w to wszystko lekcję moralności. Świetnie ukazano lęk przed nieznanym i strach czarodziejów, niechęć do przemieszania się z mugolami (choć jak mówią Amerykanie nie-magami). 



Gdy oglądałam trailer w ogóle nie czułam tego wszystkiego, co podczas seansu. Z czego z jednej strony się cieszę, ponieważ obecnie często trailery pokazują jedynie najlepsze sceny z filmu, a nie drobne zajawki, a z drugiej nastroił mnie negatywnie i bałam się. Zupełnie niepotrzebnie:)
Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Moglabym opisywać niemal każdą scenę i pokazywać Wam jej dobre strony, ale nie chcę spoilerować. Wielu z Was zapewne jeszcze filmu nie oglądało, dlatego na tym skończę.

Film jest świetny i namawiam Was - fanów i nie-fanów Harry'ego Pottera - byście się z nim zapoznali. Czeka Was wspaniała przygoda. Ja czekam z niecierpliwością na listopad 2018 roku, gdy do kin ma wejść kolejna część tego spin-offu;)
Tytuł oryginalny: "Fantastic Beasts and Where to Find Them"
Rok:  2016
Budżet: 180 000 000 $
Reżyser: David Yates
Scenarzysta: J. K. Rowling
Muzyka: James Newton Howard
Czas trwania: 2 godz. 13 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

niedziela, 6 listopada 2016

Filmowe Ekranizacje #10 HARRY POTTER I WIĘZIEŃ AZKABANU

Dziś po raz kolejny wracamy do świata ekranizacji i po raz kolejny analizujemy filmową wersję następnej części przygód Harry'ego Pottera. Jak zwykle czeka nas masa akcji, niesamowitych zdarzń i magicznych stworzeń.

Gotowi? Zapraszam na recenzję "Harry Potter i Więzień Azkabanu"!:)

Harry'emu Potterowi wciąż los podkłada kłody pod nogi. Przez wybuch złości doprowadził do swojej ucieczki z domu wujostwa. Okazuje się, że to nie był dobry pomysł, ponieważ na wolności przebywa groźny przestępca, który - weług tego, co Harry słyszy dookoła - poluje na niego. Dlaczego? 

"Harry Potter i Więzień Azkabanu" jest wiele wyjaśniającą częścią przygód młodego czarodzieja. Niektóre tajemnice w końcu wyszły na jaw, a rzeczy, jakie wydawać by się mogło są zwyczajne i proste, wcale takie nie są. Dlatego wiedziałam, że trudno było twórcom filmowym stworzyć ekranizację, która nie pominęłaby rzadnych niuansów. Okazało się, iż moje lęki były niepotrzebne, bo "...Więzień Azkabanu" to jedna z najwierniejszych adaptacji w serii, a do tego posiadająca niezapomniany klimat:)

Już od pierwszych scen widać ogromną zmianę względem poprzednich części. Alfonso Cuaron zastąpił bowiem pana Columbusa na stanowisku reżysera, co uważam za bardzo dobre posunięcie. "... Więzień Azkabanu" zaczyna tę bardziej dorosłą część ekranizacji o młodym Potterze. Ten meksykanin sprawdził się świetnie. Film jest bardzo wierny książce, ma wspaniały casting, efekty specjalne i ogólnie klimat. A co poodbało mi się najbardziej? Zaraz się dowiecie:)



Cieszę się wielce, że w tej części pojawia się Michael Gambon w roli Dumbledore'a. On jakoś bardziej pasuje mi jako zwariowny Dyrektor Hogwartu. Wielu ludzi pewnie się ze mną nie zgodzi, ale to moje zdanie. Ja widzę to uniwersum nie tyle jako fantastyczne, urocze aż od magii miejsce, a mroczne i często pokazujące swoje pazury, dlatego postać Gambona robi na mnie większe wrażenie.
Uważam, że doskonale zadbano ogólnie o casting. David Thewlis jest wspaniały w roli Lupina, a o Gary'm Oldmanie możnaby układać poematy. Jego Syriusz jest dokładnie taki, jaki być powinien - na początku lękasz się jego obłąkanego wzroku, a po chwili pałasz już sympatią:)
Nadal wspaniałą robotę robi nasze głowne trio oraz niezapomniany Alan Rickman. Końcowe sceny z jego udziałem są świetne. Niesamowite jest to, jak ten aktor potrafił zwykłą srogą miną wzbudzić multum emocji u widza:)

Uważam, że efekty specjalne również stoją na bardzo wysokim poziomie. Ten film wszedł do kin w 2004 roku, a one są często lepsze niż te współczesne w niektórych obrazach. Najbardziej zapadła mi scena z Hardodziobem. Na wiele lat wbiła mi się wtedy w umysł muzyka Williamsa, ponieważ to połączenie jest doskonałe:) Wielkie (i niekoniecznie przyjemne) wrażenie robią także dementorzy. Nie raz aż podskoczyłam w fotelu, gdy ich czarne szaty nagle przemknęły się po ekranie. Należy pochwalić również scenę kulminacyjną. Oglądało się to wszystko z zapartym tchem, ponieważ to kawał dobrego kina:)

Podsumowując - ten film rozpoczyna kolejną "erę" ekranizacji przygód młodego czarodzieja. Podobnie, jak w książkach, widz dorasta wraz z bohaterami, dlatego "... Więzień Azkabanu" jest o wiele bardziej mroczny niż poprzednie odsłony.
Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Prisoner of Azkaban"
Rok:  2004
Budżet: 130 000 000 $
Reżyser: Alfonso Cuaron
Scenarzysta: Steve Kloves
Muzyka: John Williams
Czas trwania: 2 godz. 21 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

niedziela, 30 października 2016

KSIĄŻKOHOLICZKA W KINIE #1 Wołyń

Dziś postanowiłam rozpocząć nową serię na blogu. Będzie nieco odbiegała od książek, ale ja i tak piszę o szeroko pojętej kulturze, a nie tylko o literaturze. Dość często bywam w kinie na filmach nie tylko będących ekranizacjami. Wywołują u mnie one masę emocji i dlatego uznałam, że warto Wam napisać własną opinię o owych obrazach.

Pierwszym filmem, jaki Wam zrecenzuję jest "Wołyń" w reżyserii wspaniałego Wojciecha Smarzowskiego. Film bardzo głośny, brutalny i potrzebny - tak potrzebny, mimo tego, iż wiele osób mówi: "to rozdrapywanie ran". Życzę dobrej lektury.

Fabuła obrazu przenosi nas oczywiście na Wołyń, tuż przed drugą wojną światową, kiedy to owe ziemie należały wciąż do Polski. Poznajemy Zosię - młodą polską chłopkę, która właśnie celebruje wraz z rodziną zaślubiny swojej siostry. Sama też jest szaleńczo zakochana w młodym Ukraińcu, ale niestety zostaje wydana za mąż za dużo starszego od niej wdowca, bogatego sołtysa wsi. Film toczy się w miarę spokojnie, ale napięcie narasta, by wybuchnąć w momencie ludobójczego ataku na Polaków.

Film wbił mnie w fotel. Dosłownie. I nie tylko ze względu na drastyczne sceny ale na sam sposób realizacji i mocny psychologiczny wydźwięk. To ostatnie pojawiło się dopiero kilka godzin po wyjściu z kina i spowodowało, że nie miałam ochoty robić zupełnie nic, tylko myśleć nad tym, co zobaczyłam.

Zdecydowanie wielką zaletą "Wołynia" jest świetna gra aktorska, sprawiająca że z zaciekawieniem obserwujemy losy bohaterów i tak, jak oni, czujemy pod skórą dziwne napięcie. Szczególne oklaski należą się Michalinie Łabacz za główną rolę Zosi Głowackiej-Skiby. Już przed seansem wiedziałam, iż jest to jej kinowy debiut i nie spodziewałam się tak dobrze odegranych kwestii. Ta młoda aktorka ma szansę zostać jedną z najlepszych w młodym pokoleniu. Na większą uwagę i zachwyt zasługują także "starzy wyjadacze": Arkadiusz Jakubik - Maciej Skiba, Jacek Barciak - Głowacki, Izabela Kuna - Głowacka oraz Lech Dyblik - Hawryluk. To dzięki nim ta historia jest tak bardzo przejmująca i przerażająca za razem.

Jestem również pod ogromnym wrażeniem młodych aktorów. Niektóre dzieci, jakie wystąpiły w filmie, nie mają nawet pięciu lat, a tak niesamowicie sobie poradziły. Mam wielki szacunek, do ludzi, którzy przygotowali je do tak trudnej roli.

Muszę przyznać, że jestem zachwycona pracą kamery Piotra Sobocińskiego. Stworzył istną syntezę swojego indywidualnego stylu oraz tej charakterystycznej wizji pana Smarzowskiego. Mamy wobec tego długie ujęcia z mocno ruchliwą kamerą, szczególnie gdy obserwujemy bawiące się dzieci, jak i szybkie, dynamiczne, pomiędzy którymi mija w fabule czasami nawet sporo czasu. Wiem, iż większości nieobytych z tego typu montażem mogło się to nie podobać, ale dla mnie to mistrzostwo świata. Dzięki takiemu zabiegowi obraz zyskał jeszcze większą głębię. Widz musi myśleć na seansie i dopowiadać sobie w głowie pominięte sceny.

Na plakacie jest napisane, że to film "o miłości w nieludzkich czasach". Troszeczkę się z tym nie zgodzę, ponieważ miłości jest tam niewiele. Pojawia się jedynie w pierwszej (tej spokojniejszej) części filmu. Mimo to, uważam, że to ciekawy wątek, choć w zły - według mnie - sposób rozwiązany. Chciałabym zobaczyć tego ukraińskiego chłopca w zgoła innej roli, ale niestety nie dane mi było tego zobaczyć, a szkoda.


Ale przejdźmy już do najważniejszych scen w filmie, czyli owego punktu kulminacyjnego. Powiem Wam, że spodziewałam się, iż sceny mordu wywołają we mnie większe obrzydzenie, a ja byłam po prostu zaszokowana i nic więcej, nawet nie tym okropieństwem, jakie musieli kiedyś przeżywać, a na tym... czym trzeba być, by skazywać ludzi na takie cierpienie. Ukraińcy mogli po prostu strzelać im w głowy, jak Niemcy w Katyniu, a nie tak bestialsko się znęcać. Pod tym względem obraz miażdżył mi psychikę. Nie polecam go osobom o dużej wrażliwości na krzywdę innych i widoki sadystycznych scen.

Największe wrażenie zrobiła na mnie wtedy oprawa muzyczna. Gdy rozpoczynały się mordy muzyki nie było, a jedynie jeden wysoki dźwięk, który tak bardzo wwiercał się w psychikę, że nie dało się oderwać wzroku od okrucieństwa Ukraińców. Po prostu powieki nie chciały się zamknąć. Coś niesamowitego. Miałam wtedy wrażenie, iż serce mi się zatrzymało. Siedziałam w bezruchu i nie oddychałam, po prostu patrzyłam. "Wołyń" jest doskonałym przykładem filmu, jak powinno wykorzystywać się w nim odpowiednio dobraną ścieżkę dźwiękową. Nawet hollywoodzkie produkcje powinny się od niego uczyć.



We wtorek byłam w kinie. Dziś mamy niedzielę, a ja wciąż z drżącym sercem myślę o całym filmie. Jestem ogromnie poruszona i nawet nie wiem, czy napisałam wszystko, co chciałam Wam przekazać na temat tego obrazu. Przeglądając Filmweb w poszukiwaniu suchych informacji o "Wołyniu" dowiedziałam się, że powstał on w oparciu o opowiadanie Stanisława Srokowskiego "Nienawiść". Koniecznie będę musiała je przeczytać. Żałuję, że nie zrobiłam tego przed seansem, choć długo przygotowywałam się do tego, co mam zobaczyć. Między innymi przeczytałam kilka artykułów oraz wysłuchałam świadectw ocalonych. Tym, którzy chcą iść na "Wołyń" polecam zrobić to samo. To bardzo ułatwia odbiór dzieła. Na samym dole znajdziecie film z nagraniem radiowym rozmowy z panią Ireną Ostaszewską - miała sześć i pół roku, gdy przeżyła tę okropną tragedię. Według mnie jest to najbardziej poruszające opowiadanie o bestialstwie banderowców. 

Podsumowując - wielu ludzi mówi, że już nigdy tego filmu nie obejrzy. Ja to zrobię. Nie, nie jestem masochistką, ale chociaż tak będę mogła pokazać pamięć o wielu polskich ofiarach na Wołyniu.

Tytuł oryginalny: "Wołyń"
Rok:  2016
Budżet: (brak danych)
Reżyser: Wojciech Smarzowski
Scenarzysta: Wojciech Smarzowski
Muzyka: Mikołaj Trzaska
Czas trwania: 2 godz. 30 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

Wysłuchajcie tego proszę - to tylko trzydzieści minut Waszego czasu, a pamięć dla ofiar tej tragedii.

poniedziałek, 17 października 2016

Filmowe Ekranizacje #9 HARRY POTTER I KOMNATA TAJEMNIC

W dzisiejszej osłonie Filmowych Ekranizacji znów powracamy do świata Harry'ego Pottera. Kocham po równo same książki, jak i ich ekranizacje:) Uważam, że każda z nich jest warta uwagi, choć nie wszystkie są idealne. Tego pięknego, jesiennego poniedziałku, zapraszam Was na recenzję "Harry'ego Pottera i Komnaty Tajemnic"!:)

Harry Potter czuje się nieszczęśliwy w domu swojego wujostwa, gdzie jest zmuszony przetrwać całą przerwę pomiędzy pierwszym a drugim rokiem nauki w Hogwarcie. Najbardziej boli go fakt, iż przyjaciele nie dają żadnego znaku. Okazuje się, że pisali, i to bardzo dużo, ale przebiegły domowy skrzat, Zgredek, zabrał jego wszystkie listy. Usprawiedliwia się, twierdząc - Hogwart jest zagrożony i Harry nie może tam wrócić. Niezwykłe odwiedziny magicznego stworzenia to jednak dopiero początek jego problemów.


Świetny film, w którym wciąż czuje się tę niesamowitą magię Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nie trudno zauważyć, iż jest to obraz dla dzieci, ale już nieco mroczniejszy niż poprzednik. Na tę niesamowitą atmosferę z pewnością ma wpływ świetna muzyka, stworzona przez niedoścignionego mistrza Johna Williamsa oraz nie pozostawiająca złudzeń, co do swojej doskonałości, gra aktorska.


Moim zdaniem, w "Komnacie Tajemnic" wspaniale zagrał, młody wtedy jeszcze, Rupert Grint. Jego Ron był tym świetnym bohaterem, idealnie przełożonym na ekran z pierwowzoru literackiego. Nie raz śmiałam się o rozpuku, szczególnie w scenach z awaryjną podróżą latającym fordem do Hogwartu.
Muszę również przyznać, że o wiele bardziej podobała mi się filmowa wersja domowego skrzata Zgredka niż książkowa. Sama do końca nie wiem dlaczego. Po prostu przekonał mnie do siebie.
Kocham także niezmiernie Maggie Smith za jej doskonałą profesor McGonagall. Polecam oglądać film w oryginale (na przykład z napisami). Pani Smith ma niesamowity głos i akcent. Wzór brytyjskiej dykcji, w moim mniemaniu.
Nie wiem jak inni fani filmów, ale ja jestem wielką fanką Robbie'ego Coltrane. Nie każdy aktor potrafiłby TAK zagrać Hagrida. Ba! Coltrane go nie gra - on jest Hagridem. Świetna rola!
To samo tyczy się Alana Rickmana, Davida Bradleya czy Kennetha Branagha, którzy wcielili się kolejno w Snape'a, Filcha i Lockharta.

A co mi się jeszcze podobało? Po raz wtóry zachwycił mnie ogrom filmowego Hogwartu. Twórcy musieli włożyć wiele pracy, by oddać go z taką szczegółowością. W tym miejscu również warto wspomnieć o wspaniałych efektach specjalnych. Film nie należy już do tych najbardziej nowoczesnych, a mimo to, przyjemnie się patrzyło na wydarzenia w Komnacie Tajemnic i samego bazyliszka, jaki w moim odczuciu wyszedł doskonale - wielki, przerażający i paskudny.

W recenzji książki mówiłam o młodym Voldemorcie, jako intrygującym bohaterze i ciekawym osobniku płci męskiej;D Filmowy jest jeszcze bardziej kuszący, nie sądzicie?

Podsumowując - "Harry Potter i Komnata Tajemnic jest świetną ekranizacją, którą polecam każdemu - nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, wymagającym kinomanom. Klimat stworzony przez twórców jest nie do podrobienia:)

~*~


Tytuł oryginalny: "Harry Potter an the Chamber of Secrets"
Rok:  2002
Budżet: 100 000 000$
Reżyser: Chris Columbus
Scenarzysta: Steve Cloves
Muzyka: John Williams <3
Czas trwania: 2 godz. 41 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

środa, 7 września 2016

Filmowe Ekranizacje #6 ANNA KARENINA

Uwielbiam oglądać filmowe wersje ulubionych lektur. Uważam, że to wspaniałe - przenieść ukochanych bohaterów na ekran kina. Jest to jednak trudna sztuka, która nie każdemu się udaje i powstają ekranizacje, jakie zupełnie nie spełniają wymogów fanów. Ja jeszcze, na szczęście, na taką nie trafiłam:)

Dziś zaprezentuję Wam film niezwykły. Muszę przyznać, iż nie miałam do czynienia nigdy z tak nietypowym, ale i wspaniałym obrazem. Przed Wami ekranizacja "Anny Kareniny" z 2012 roku!:)

Film jest bardzo wierny książce, dlatego nie będę zagłębiała się mocno w fabułę. Historia opowiada o młodej, niespełnionej w małżeństwie kobiecie z wyższych sfer Petersburga, która znudzona przy boku męża, wdaje się w romans z przystojnym hrabią Wrońskim. Zatracona w namiętności, traci powoli reputację, męża i małego synka. Dokładniej o fabule wypowiadałam się w recenzji książki:)

Po opisie fabuły sądzicie, iż jest to kolejna ckliwa historia miłosna rodem z XIX wieku, ale to nie do końca prawda. Tak jak w powieści, najważniejszą rzeczą, którą ukazują nam twórcy jest konwenans, jaki powoli zabija w ludziach potrzebę przeżywania głębokich uczuć i starania się o własne szczęście.

We wstępie powiedziałam, iż film jest niezwykły. Uwierzcie mi, ale już od pierwszych minut zauważycie jego niesamowitą formę. Mamy tutaj bowiem coś na rodzaj teatru telewizji. Wiele scen na naszych oczach zmienia swoją scenerię, poprzez na przykład przyniesienie jakiegoś rekwizytu. Coś wspaniałego! Od samego początku mnie to urzekło,

Film doskonale zekranizował książkę - wszystkie wydarzenia zostały przedstawione tak, jak je sobie wyobrażałam. Muszę przyznać, iż twórcy musieli stanąć na głowie, by stworzyć coś takiego,

Bardzo podobał mi się w ekranizacji wątek Lewina i Kitty. Ich miłość została ukazana doskonale przez scenarzystę i aktorów. To bodaj najlepiej zekranizowany wątek poboczny, jaki widziałam w światowym kinie.

Nie ma jednak filmu kostiumowego bez odpowiednich, spektakularnych strojów!:) I tutaj się nie zawiodłam. W sumie nie ma co się dziwić, ponieważ obraz dostał Oscara za kostiumy Jacquelline Durran stworzyła coś bajkowego:) Uwielbiam ten obraz również za piękną muzykę. Dario Marianelli 

jest wyśmienitym kompozytorem. Polecam przesłuchanie soundtracku, jeżeli ktoś interesuje się tym tematem.

Gra aktorska stoi na bardzo wysokim poziomie, ponieważ na pewno nie było łatwo grać w filmie o takiej nietypowej konwencji. Na oklaski zasługuje, jak zawsze, Keira Knightley. Jej Anna jest pełnowymiarowa, taka jak ją sobie wyobrażałam czytając powieść. Ogólnie ta aktorka jest niesamowita jeżeli chodzi o kino kostiumowe. Podobał mi się każdy film z jej rolą.
Pięknie wypadł również Aaron Taylor-Johnson jako hrabia Wroński. Zakochałam się jeszcze bardziej w jego filmowym obliczu. Zwróciłam również wielką uwagę na kostiumy, w jakich się prezentuje, ponieważ bardzo podkreślają jego najlepsze atuty.
Jude Law w roli męża Anny również wypadł niesamowicie. Zagrał doskonale dystyngowanego pana Karenina, który musi się zmagać nie tylko ze zdradą żony, ale i wszechobecnymi kpinami z tego powodu.

Sądzę, iż nie znajdzie się kobieta, której nie spodoba się ten film. Jego niesamowita konwencja, aktorzy, muzyka, działają na wyobraźnię:) Polecam oczywiście również mężczyznom. Sądzę, że obejrzawszy ten obraz zobaczą czego kobiety tak na prawdę oczekują od ukochanych mężczyzn.

Tytuł oryginalny: "Anna Karenina"
Rok:  2012
Budżet: 31 000 000 £
Reżyser: Joe Wright
Scenarzysta: Tom Stoppard
Muzyka: Dario Marianelli
Czas trwania: 2 godz. 10 min.
Moja ocena: 10/10
A Wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

środa, 8 czerwca 2016

Filmowe Ekranizacje #3 GENERAŁOWIE

Dziś przyszła pora na recenzję kolejnej ekranizacji. Tym razem ponownie wracamy w realia wojny secesyjnej i przyjrzymy się filmowi "Generałowie", który powstał na kanwie powieści "Bogowie i Generałowie" Jeffa Shaary.
Robert Edward Lee zostaje wezwany i powołany do służby jako dowódca oddziałów Unii. Nie zgadza się jednak, ponieważ chce być wierny rodzimemu stanowi. Tymczasem konflikt się zaostrza i wybucha najkrwawsza wojna w historii Stanów Zjednoczonych.

Na początku powiem, to co jest dla mnie najważniejsze. Film oddaje doskonale książkę. Nie ma tam nic niepotrzebnego. Jest taki, jaki powinien być - pełen patosu, doskonałych ujęć bohaterskich czynów i podniosłych dialogów. Obraz ten w idealny sposób oddaje istotę wojny secesyjnej - jej w gruncie rzeczy honorowy charakter. Już od samych napisów wejściowych czuć tę atmosferę. W istocie to intro już w moim odczuciu jest dziełem sztuki. Człowiekowi drży serce, gdy je ogląda, a przynajmniej mi, ponieważ film nie każdemu się podoba. Krytykują go za wylewającą się powagę i niemal sztuczność. Nie mają wiedzy na temat obyczajowości amerykańskiej tamtego okresu i dlatego nie potrafią tego zrozumieć.

Dobór aktorów w moim mniemaniu jest czymś fenomenalnym. Właściwie z całej grupy znałam tylko jednego, ale za to ile nowych nazwisk zasiliło moją listę artystów filmowych godnych uwagi. W moim odczuciu największym sukcesem twórców było osadzenie pana Roberta Duvalla jako głównodowodzącego wojsk Południa - R. E. Lee. Czytając ongiś o tym konflikcie, tak właśnie sobie wyobrażałam tego generała ( na zdjęciu obok po prawej ). Jest stateczny, bardzo miarkuje słowa i pokazuje swoje oddanie sprawie - taki był właśnie Lee, tak opisują go w pamiętnikach żołnierzy Konfederacji. Stephen Lang w roli T. "Stonewalla" Jacksona też sprawdza się znakomicie. Brakuje mi tu tylko nawiązania do jego zamiłowania do cytryn:)
Przejdźmy do żołnierzy strony przeciwnej. Jeff Daniels, odtwórca roli J. Chamberlaina, był jedynym aktorem, którego kojarzyłam ( na zdjęciu - mężczyzna stojący na przedzie z szablą w dłoni ). Gdzieś kiedyś widziałam jego twarz i w moim odczuciu wypadł doskonale. Może wizualnie inaczej sobie wyobrażałam profesora, ale i tak jest dobrze.

Zarówno film jak i powieść, wycisnęły ze mnie łzę w sytuacji, która miała miejsce na końcu. Obraz doskonale ujął tę pełną napięcia chwilę, podkręcając napięcie doskonale skomponowaną muzyką i scenerią. Cała techniczna strona dzieła stoi na wysokim poziomie.
Twórcy postarali się o odpowiedni dobór plenerów. Dzięki temu możemy obserwować gorące obszary południa i żołnierzy, zmęczonych i maszerujących kolumnami w kurzu i upale. Czuć przy tym ten niesamowity amerykański klimat, niczym z westernów. To trzeba poczuć!

Muzyka również w moim odczuciu stoi na bardzo wysokim poziomie. Słyszymy już od samego początku wielkie utwory, takie choćby jak "Cross the Green Mountain" w wykonaniu wspaniałego Boba Dylana.

Podsumowując - film jak najbardziej godny uwagi, ale sądzę, że w pełni zachwycą się nim jedynie zainteresowani tematem wojny secesyjnej i militariów. Tak czy inaczej, można sięgnąć z samej ciekawości.

Tytuł oryginalny: "Gods and Generals"
Rok:  2003
Budżet: 56 000 000 $
Reżyser: Ronald F. Maxwell
Scenarzysta: Ronald F. Maxwell
Muzyka: Randy Endelman, Bob Dylan
Czas trwania:
3 godz. 39 min.
Moja ocena: 9/10
A wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.
UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl

niedziela, 8 maja 2016

Filmowe ekranizacje #2 PRZEMINĘŁO Z WIATREM

Film jest tak samo ważną częścią mojego życia, jak i książki. Ta dziedzina sztuki sprawia, że mogę przeżyć niesamowite historie, rozpamiętywać wydarzenia, które w moim realnym życiu zdarzyć by się nie mogły. Coś niesamowitego:)
Dziś przedstawię Wam film, jaki na stałe utkwił mi w pamięci i sercu, znajdując sobie tam miejsce na tronie. Tym filmem jest ekranizacja "Przeminęło z wiatrem" z roku 1939.

Nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do filmów z początku kina, ale obejrzawszy to arcydzieło, całkowicie zakochałam się w tym kinie. Fabuły nikomu nie trzeba przedstawiać. Nawet jak niektórzy jej nie znacie, to przeczytajcie moją recenzję książki (LINK). Skupię się na bardziej istotnych elementach.

Film jest dość długi, ale to oczywiście zaleta. Mogłabym nawet oglądać dziesięciogodzinny spektakl z udziałem Vivien Leigh i Clark Gable w rolach Scarlett i Rhetta. Kocham ich! Są tak wspaniale zagrani. Pani Leigh w doskonały sposób pokazała przebiegłość i niezwykły urok panienki O'Hary. Urzekła mnie już w scenie rozmowy z braćmi Tarleton. Jej słodkie uśmiechy były świetne. Żadna inna aktorka nie spełniłaby moich oczekiwań w tej roli. W ogóle uważam Vivien za jedną z najpiękniejszych, jak nie najpiękniejszą aktorkę  w historii kina.
Pan Clark Gable w roli Rhetta nie ustępuje jej ani na krok. To idealny Butler - przystojny, zaradny, silny i charakterny... Och... Takich mężczyzn już nie ma, a tak bardzo bym chciała, by te czasy wróciły.
Bardzo, ale to bardzo pokochałam też postać Mammy. Hattie McDaniel dodała jej jeszcze więcej wigoru, ponieważ w książce nie zwróciłam na nią większej uwagi. W ekranizacji to moja ulubiona postać drugoplanowa. Jest niezwykle dowcipna. Jej śmieszne dysputy prowadzone ze Scarlett często doprowadzały mnie do łez:) Niesamowita osoba:)
Melania Hamilton (zagrana przez Olivię de Havilland) jest tak samo za bardzo słodka jak w książce, przez co ani trochę jej nie polubiłam. Ashley wyszedł twórcom i Leslie'owi Howadowi lepiej, ale i tak go tylko znoszę;D

Film został wspaniale zrealizowany. To zupełnie inny poziom niż współczesne kino. Czuć w nim duszę i tę klasę. Wszystkie kadry były świetnie zaplanowane, niemal artystycznie. Nie pojawiały się zbędne sceny. Scenarzyści zrobili doskonałą robotę. Ludzie od kostiumów także spisali się na medal! Stroje są niesamowite, szczególnie zachwycają wdzianka dżentelmenów z Południa;)
Twórcy doskonale ukazali realia wojny secesyjnej ze strony cywilów, niemal tak doskonale jak Mitchell. Widz jest porażony wyglądem Tary po szermanowskim "marszu ku morzu". 

Ścieżka dźwiękowa w filmie jest jeszcze lepsza. Jeden z utworów szczególnie wbił mi się w pamięć. Bez przerwy go słucham. Oto on:

Podsumowując - ten film powinien zobaczyć każdy. Klasyka nad klasykami! Mój ulubiony obraz i historia, która zmieniła dosłownie moje życie:)


Tytuł oryginalny: "Gone with the Wind"
Rok:  1939
Budżet: 3 mln 977 tys $
Reżyser: George Cukor, Sam Wood, Victor Fleming
Scenarzysta: Oliver H.P. Garrett, Ben Hecht, Jo Swerling, John Van Druten, Sidney Howard
Muzyka: Richard Wagner, Max Steiner
Czas trwania:
3 godz. 46 min.
Moja ocena: 10/10

A wy co o nim sądzicie?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Pozdrawiam i miłego seansu, 
A.

UWAGA!!!
Chciałabym powiedzieć, że nie jestem żadną ekspertką w temacie filmografii i oceniam ekranizacje bardzo subiektywnie. Dlatego nie pragnę nikogo zdenerwować ani obrazić moją opinią. Nie uważam się za osobę wszechwiedzącą w tym temacie. Pasjonuję się kinem i opisuję je tak, jak widzę:) 
Zdjęcia i informacje zostały zaczerpnięte z portalu http://filmweb.pl